Kamień na kamieniu Wiesława Myśliwskiego – Rozdział VII

| 22 stycznia 2002 | 0 Komentarzy | Odsłon: 575
Chłopskie sacrum

Stereotyp chłopa jako istoty religijnej głęboko zapadł w naszą świadomość. Dlatego spraw dotyczących religijności lub szerzej – kontaktu z sacrum, w tej pracy ominąć nie można. Tym bardziej że, co postaram się udowodnić, mają one silny związek z problematyką ciągłości i jej naruszenia.

Mencwel formułuje sąd, że trudno dzisiaj jednoznacznie stwierdzić, czy „katolicyzm wytworzył tradycyjną kulturę chłopską, czy też tradycyjna kultura chłopska stworzyła polski katolicyzm” . Problem katolicyzmu, jakkolwiek niezwykle istotny, nie będzie aż tak ważny dla moich rozważań. Jestem dosyć daleki od ujmowania wierzeń chłopskich w kategoriach ortodoksyjnego katolicyzmu. Udowadniałem w poprzednim rozdziale, że Myśliwski za źródło kultury chłopskiej uważa szeroko pojęte chrześcijaństwo. Rzecz jasna, że siłą rzeczy katolicyzm, jako religia panująca na wsi wszechwładnie, odcisnął znaczące piętno na chłopskiej religijności. Zgadzając się jednak w pełni z Anną Nasiłowską wypada powtórzyć za nią:

„Chłopskie sacrum jest u Myśliwskiego tylko kulturowe i zapisane w psychice, pozbawione jakiegokolwiek materialnego i instytucjonalnego oparcia, skoro nie dostarcza go i nie rozumie Kościół, a Rodzina była jego siedliskiem jedynie w przeszłości” .

Więź z Kościołem-instytucją została w przypadku bohatera Kamienia na kamieniu wyraźnie rozluźniona. Szymon Pietruszka nie poczuwa się do przynależności do obrzędowej wspólnoty wsi. Więcej nawet. Poprzez swoją działalność w gminie, pracę w charakterze urzędnika dającego śluby cywilne, wchodzi z Kościołem reprezentowanym przez miejscowego proboszcza w jawny konflikt. Z obu stron padają nawet niewybredne oskarżenia, walka prowadzona jest zupełnie na serio. Ten stan rzeczy zmienia się dopiero pod koniec życia Szymona, kiedy przychodzi on na plebanię, aby wykupić ziemię pod przyszły grób. Wtedy dopiero okazuje się, że ustawienie po dwu stronach barykady, bardzo tych ludzi zbliżyło, w pewnym sensie związało nawet.

Wracając do głównego wątku, interesowało mnie będzie przede wszystkim sacrum zapisane w chłopskiej psychice, będące solidną opoką życiowej filozofii i mentalności chłopa. Ale i w takim ujęciu religijna dusza chłopa nosi na sobie piętno chrześcijaństwa. Zacząć trzeba od tego, w jaki sposób układają się relacje: chłop (człowiek) – Bóg, gdyż cechuje je daleko posunięta specyficzność. Ciekawie ujmuje te relacje Czesław Dziekanowski:

„Chłop Myśliwskiego jest przede wszystkim człowiekiem religijnym i w związku z tym często do Boga się zwraca z prośbą o konsultacje.(…) Chłop nigdy nie jest sam na świecie. Może najbliższych utracić od wojny, żywiołu czy naturalnej śmierci, lecz Bóg jest zawsze i wszędzie. Bóg jest wszechmocny. Chłopu wystarczy weń uwierzyć, by czuć jego opiekę. W istocie nigdy nie jest to relacja »równości«, lecz »ojcostwa«. Bóg dla chłopa jest przede wszystkim symbolem ojca. On ustanawia prawa, nakazy i zakazy. On określa to, co dobre a co złe, co piękne a co brzydkie. Co podoba się Bogu (w sensie etycznym), ma prawo, a nawet obowiązek podobać się chłopu (nie tylko w sensie etycznym, lecz także estetycznym)” .

Nie jest więc dla bohaterów Kamienia na kamieniu Bóg istotą transcendentną, lecz raczej bytem istniejącym w najbliższej rzeczywistości. Bóg egzystuje na wyciągnięcie ręki, chłop jest z Nim, jak z prawdziwym ojcem, spoufalony. Rozmowa z Bogiem, dzięki pośrednikom lub wprost, jest na porządku dziennym. Dlatego Szymon Pietruszka może wysuwać przypuszczenie, że sam Pan Bóg powiedział kościelnemu Franciszkowi, aby ten nałapał szpaków (s.52). Bóg musi bowiem troszczyć się o właśnie tego typu sprawy. Chłop Myśliwskiego wierzy, że Bóg towarzyszy mu na każdym kroku, przypatrując się jego codziennym zmaganiom z żywiołami. Z takich przekonań wywodzi się choćby ta piękna, krótka przypowieść:

” – A co to tak na niebie śpiewa?
– Skowronek, tata.
– Ano, widzisz, skowronek. A wiesz, skąd się wziął skowronek?
– Przyleciał.
– Przyleciał swoją drogą. Ale szedł raz Pan Bóg polem, a jeden chłop orał. Ciężko? Spytał go się Pan Bóg. Oj, ciężko, Panie Boże. To wziął Pan Bóg grudkę ziemi, cisnął ją ku niebu i rzekł, niech ci śpiewa, lżej ci będzie” (s.385).

Ta niesłychana bliskość Boga wiąże się z chłopskim rozumieniem jego istoty. Daremnie szukać by w Kamieniu na kamieniu starotestamentowego Boga, groźnego i karzącego. Są za to inne, bardzo czytelne odniesienia. Przyjrzyjmy się temu fragmentowi:

„I jeszcze gorzej się Pan Bóg zmartwił. – Co by wam tu dać, moi złoci ludkowie? – powiada. – Wszystkom porozdawał. Została mi jeno ta cierniowa korona na głowie i ten kawałek szaty Bożej, co ją na mnie widzicie. Jako i wy ubogi jestem. I tak jak siedział, podparł się pod brodę, głowę przechylił i myśli, myśli” (s.94).

Bóg Myśliwskiego jest bowiem przede wszystkim Bogiem-człowiekiem, jak chłop ubogim, chłopskim językiem się posługującym. To Chrystus, a dokładniej – znany z wiejskich przydrożnych kapliczek – Chrystus Frasobliwy. O tym jak wysoko cenił to wyobrażenie Jezusa autor Nagiego sadu i jakie znaczenie filozoficzne z nim wiązał, niech zaświadczą słowa samego Wiesława Myśliwskiego:

„A zostawiła nam [kultura chłopska] na przykład arcydzieło w skali europejskiej – Chrystusa Frasobliwego, który jest nieporównywalny z żadnym innym osiągnięciem polskim w tej dziedzinie. Frasobliwy to nie tylko rzeźba, to symbol naszego ludzkiego, nie tylko chłopskiego bytowania. Kryje się w nim przecież cała filozoficzna koncepcja Boga, wynikająca z ukształtowania przez wielowiekowe doświadczenia losu” .

Kluczem do zrozumienia istoty chłopskiego sacrum jest właśnie Chrystus Frasobliwy, zamyślony nad ludzką biedą i na wskroś człowieczy. Ten Chrystus pojawia się w jeszcze jednym, jakże ważnym momencie dzieła, kiedy Szymon brutalnie zrywa z Małgorzatą:

„A potem po przeciwnej stronie niedaleko na krzyżówce stała kapliczka, to klapnąłem sobie na schodach pod Panem Jezusem(…)Coś mówiłem do Pana Jezusa, który siedział nade mną pod daszkiem, z głową wspartą na ręce i dumał. I on coś do mnie mówił. I takeśmy sobie mówili, aż wypiłem do dna, i nie było o czym więcej mówić. Powiedziałem:
– To już pójdę, Panie Jezu, bo też zacznę dumać, a nierówniśmy przecież” (s .373).

Dialog Szymka z Jezusem w obliczu niedawnego nieszczęścia nosi wymiar nawiązania kosmicznej jedności. Dialog zostaje przerwany, bo Szymek dostrzega jednak istniejącą między rozmówcami różnicę.

Sprowadzenie Boga na ziemię pozwala czuć jego opiekę na co dzień. Taka pozycja Stwórcy stwarza jednak pewne niebezpieczeństwo. Bóg partnerski budzi w człowieku wątpliwości co do jego siły i możliwości działania. Jest Bogiem ludzkim, ale jednocześnie nie wszechmocnym. Wstrząsające są słowa bohatera Kamienia na kamieniu, kiedy mówi o rozpasanej zbrodni czasu wojny: „Mówili ludzie, że to Pan Bóg próbował się w ten sposób sprzeciwić. Ale choćby Pan Bóg, to co on mógł zrobić, jak ich było ze dwadzieścia aut i wszystko uzbrojone po zęby” (s.428). W tym fragmencie odzwierciedla się przekonanie o słabości Boga wobec okrucieństwa człowieka. To naturalna konsekwencja traktowania Boga jako istoty przynależnej do świata ludzi. Jest to także odbicie przeświadczenia, że czas wojny wymyka się spod kontroli mocy niebieskich.

Znakiem obecności Boga na ziemi są liczne krzyże, które pojawiają się w Kamieniu na kamieniu bardzo często. Choć krzyż krzyżowi w tej powieści nierówny. Z dezaprobatą traktuje bohater dzieła Myśliwskiego przerost rzemiosła cmentarnego. Bezlitośnie odsłania niepotrzebne przeładowanie bogactwem ornamentyki, mijanie się z tradycyjnym chłopskim smakiem, formalizację zaprzepaszczającą istotę estetyki wieczności. Niezgodę estetyczną Szymona Pietruszki wywołuje nieprzemyślana stylizacja, w której gubi się i Chrystus, i jego dzieło odkupienia. Z satyrycznym zacięciem odmalowuje takie na przykład obrazy:

„Kowalików krzyż to gdzie tam jeszcze przed cmentarzem widać. Prawie równy z drzewami (…) Sam Pan Jezus nawet nieduziutki, za to korona cierniowa niczym wronie gniazdo. Staniesz pod nim, to jak pod szubienicą i głowę trza zadzierać jakby na wisielca. I po cóż tak wysoko?” (s. 11)

„Albo córka Barańskiego, trzech lat nawet nie miała, a grób jej Barański wybudował, jakby cały ród Barańskich od dziada pradziada w nim pochował. I Pan Jezus na tym grobie nie dość, że wielkolud, to czy to kamień taki siwy, czy czymś powleczony, że wygląda, jakby ze sto lat żył. A co żył? Trzydzieści trzy. I nie pochylając głowy przed futryną mógłby wejść do każdej chałupy” (s. 13).

„Albo Partyka, postawił na swoim grobie Jezusa krzyż dźwigającego na Golgotę. To w barach jakby trzech Partyków, a każda jego stopa prawie trzy ludzkie. Do tego koniec krzyża aż na sąsiedni grób Ciepieli wystaje i ciągle się z Ciepielą na Wszystkich Świętych kłócą. I taki wielki Pan Jezus, gdy nawet krzyż na Golgotę niesie, nie czuje człowiek że mu ciężko. Bo gdybyś chciał mu nawet pomóc, to co ty ze swoją siłą przy jego. Bóg powinien być jak i człowiek, żeby widać było, że go boli, co człowieka boli” (s. 13).

Im mniej realne, bardziej oddalone od wizji Boga-człowieka, wizerunki Chrystusa, tym większy budzą w narratorze sprzeciw. Nic dziwnego, że ta wędrówka po cmentarzu wywołuje w końcu pragnienie, aby na własnym grobie postawić śmigło zamiast Pana Jezusa. Bo według Szymona takie śmigło czasem „smutniejsze niż niejeden Pan Jezus” (s. 14).

Są w powieści i inne krzyże. W nich najpełniej odbija się Męka Pańska. Taki charakter mają te stawiane wokół wsi podczas zarazy:

„A ile krzyży nastawiali! Z każdej strony świata krzyż. I nie było jak teraz, cztery. Tylko gdzieś oczy obrócił, krzyż. I na każdym, Panie, zmiłuj się, Panie, zmiłuj się, Panie zmiłuj się” (s. 21). Takie krzyże, piękne przez swoją zwyczajność, wspomina Szy-mon z czasów partyzantki:

„Tak się przeważnie w partyzantce chowało, tam gdzie człowiek padł. Bez trumny, w gołej ziemi. A na krzyż kawał brzozy się ścięło, nawet z kory się nie obdzierało, aby tylko z gałązek, drutem czy rzemieniem na krzyż, i był krzyż” (s. 31).

Ale swój wymiar najwyższy osiąga krzyż w opowieści o „ukrzyżowaniu” przez Niemców partyzanta:

„Raz jednego z naszych na takim wysokim krzyżu Niemcy powiesili. To gdy się z dołu na niego patrzyło, wydawało się, jakby się z tego śmiał. A gdy na ziemi u stóp naszych już leżał, twarz miał pokurczoną z bólu i język na wierzchu (…)

Postrzelili go, ale jakoś dowlókł się do krzyża. Objął go rękami z wszystkich sił, miał potem pełno drzazg za paznokciami i skórę na rękach zdartą aż do łokci, bo w żaden sposób nie mogli go oderwać. Musieli mu aż palce wyłamywać. I już prawie nieżywego powiesili na ramieniu tego krzyża. Nie było go jak zdjąć potem i trza było krzyż urąbać” (s. 12).

W tym fragmencie męka człowieka została przyrównana do cierpienia Chrystusa. Symbolika tego obrazu jest głęboka – chłop już na ziemi wznosi się ku zmartwychwstaniu i nieśmiertelności. Czesław Dziekanowski stwierdza: „W Kamieniu na kamieniu Myśliwski wyraźnie dąży do tworzenia takich sytuacji i obrazów, które by śmierć człowieka podciągały w rejony Chrystusowego Ukrzyżowania. Rezultatem tych zabiegów jest z jednej strony sakralizacja istoty ludzkiej, z drugiej zaś desakralizacja Boga” .

Na poparcie tych słów przytoczę jeszcze jeden urywek tekstu:

„Panie Jezu, który jesteś w niebie, przyjm do siebie Antoniego Kurasia i nie tylko duszę, ale jakby dało się, to z ciałem. Bo choć nie na krzyżu umarł, tylko w lesie, to takie samo to ukrzyżowanie jak Twoje” (s. 282).

Takie mechanizmy „przyginania” boskiego do ziemi i wznoszenia człowieka do nieba służą budowaniu wizji absolutnej jedności świata. W rzeczywistości, w której funkcjonują mechanizmy sakralizacji i desakralizacji, zaciera się w znacznym stopniu podział na sferę sacrum i profanum. Ta konkluzja jest niezwykle ważna. Sakralizacja i desakralizacja, wzajemnie się uzupełniające, są obecne w całym utworze. Ich rezultatem jest łączność między niebem i ziemią, człowiekiem i bóstwem.

Czasem zejścia sacrum na ziemię są uroczystości odpustowe. Odpust jest w kulturze chłopskiej osobistym spotkaniem z tym, co boskie, okresem spoufalenia ze świętościami. 0 takich odpustach mówi jednak narrator w czasie przeszłym i podkreśla, że to zjawisko nie jest już możliwe w czasach mu współczesnych:

„W niedzielę był akurat u nas odpust na Matkę Boską Zielną. A że od dzieciństwa lubiłem odpusty, poszedłem. Ale to już nie te odpusty co dawniej. (…) Dawniej kramów dwa, trzy rzędy dookoła muru kościelnego i na każdym pełno wszystkiego, a łakoci to już góry. Nie był człowiek dzieckiem, a ślina mu aż nieraz ciekła. I co tylko dusza zapragnęła, można było kupić. I wszystkie stworzenia, jakie tylko są na świecie. I wszystkich świętych. Matki Boskie duże, małe, w chustkach, w wiankach, w koronach, z Dzieciątkiem na ręku i bez. Panów Jezusów na krzyżu i upadłych pod krzyżem, na Golgocie, z barankiem, zmartwychwstałych. Całe wiązki różańców, korali, różnych świecidełek. A już organki, szable, trąbki, fujarki, gwiazdki i co tylko dziecko zapragnęło, to na każdym kramie. Mogłeś kupić i maść na odciski, i szuwaks do butów, osełki do ostrzenia noży” (s. 82-83).

Odpust to jednocześnie czas idealnego wymieszania sacrum i profanum. Symbolicznie podkreślone to zostało przez różnorodność kramów, gdzie obok wszelakich Panów Jezusów leżą osełki i maść na odciski. Zwróćmy uwagę, że nie odnosi się tu wrażenia dysharmonii, wszystko do siebie pasuje i układa się w jeden porządek.

Obok desakralizacji Boga i całego boskiego panteonu mamy w powieści równie często sakralizację elementów rzeczywistości chłopskiej. Na pierwszym miejscu należy wymienić podniesienie do rangi świętości ziemi. Stanowi ona nie tylko wartość związaną z rytmem pracy chłopa, ale również, i może głównie, wartość decydującą o jakości systemu moralnego i ustanawiającą zrąb teocentrycznego światopoglądu. Ziemia ustanawia porządek egzystencji, jest dawcą życia i życie to odbiera. Ziemia jest wartością najwyższą, która bezwzględnie wymaga kultu i wyrzeczeń. Filozofia tego kultu nosi znamiona niemalże mistyczne.

Więź chłopa z ziemią jest nierozerwalna, doskonale spójna. Posiadanie ziemi staje się ważniejsze niż posiadanie duszy. „Bo co ci po duszy, jeśli nie będziesz miał ziemi. Dusza sama, bez ziemi, to jakby ciało jej nie chciało i Pan Bóg ją wygnał” (s. 195). Walka o ziemię, nawet najbardziej okrutna, zyskuje zawsze moralne rozgrzeszenie: „Pan Bóg ci odpuści, bo kiedy o ziemię chodzi, Pan Bóg zawsze odpuszcza. Na tej ziemi się urodził, na niej żył, na niej umarł, to wie, co to ziemia” (s.194). Zdarza się nawet, że kiedy Bóg jest bezsilny, jego uprawnienia przejmuje ziemia: „A gdyby ci nawet Pan Bóg nie odpuścił, to ziemia ci odpuści. Bo Pan Bóg nieraz wszystkiego nie widzi z tych swoich wysokości, a ziemię wszystko boli” (s.194).

Rangę świętości zyskuje także praca na roli. Jest to swego rodzaju modlitwa chłopa, który żywi mniej lub więcej uświadamiane przeświadczenie, że ciężka praca sakralizuje jego życie. Także poprzez swój odwieczny, zgodny z Naturą rytm. To przekonanie zyskuje swojego gorącego orędownika w Józefie, ojcu Szymona. W jednym z monologów porównuje on nawet koszenie do wiszenia na krzyżu, oczywiście wyżej stawiając koszenie(s.74). Żniwa bowiem są największym świętem w życiu chłopa.

Jeżeli do sfery sacrum należy ziemia i praca na niej, to rzecz jasna i owoc tej pracy zyskuje świętość. Tym owocem jest chleb. Zgodnie z wyobrażeniami chrześcijańskimi przyrównywany jest do ciała. Tak jest na przykład we fragmencie opisującym krojenie go przez Małgorzatę, kiedy nie wiadomo, gdzie kończy się chleb, a zaczyna ciało (s.356). Kult chleba w kulturze ludowej był przez pisarzy nurtu chłopskiego wielokrotnie podejmowany i dogłębnie roztrząsany. Nie będę więc przypominał znanych wszystkim schematów. Chciałbym zwrócić uwagę na coś innego. Mam na myśli znakomicie przedstawiony zwyczaj zaorywania na wiosnę w pierwszej skibie ziemi kromki chleba. Kromka ta musiała być odkrojona w Wigilię i z nowego bochenka. Ojciec wynosił ją na strych, „tam ją wsadzał za krokiew wysoko, pod strzechą, przeważnie gdzie największy zmrok zalegał. I tam ta kromka siedziała do wiosny jak jakiś śpiący gołąb” (s. 384).

W opisie umiejscowienia kromki dwa elementy są istotne: wysokość, na której się znajduje i porównanie do gołębia. Powtarzają się one w tekście jeszcze raz: „strzecha unosiła się wyżej i wyżej, i robiło się przestronno, jakby stało się pośrodku kościoła o zmierzchu. A gdzieś pod samym szczytem z tego zmierzchu wyłaniała się ona, jak uśpiony gołąb, przycupnięty za krokwią” (s.404).

Ta kromka chleba, poprzez cały rytuał związany z jej odkrojeniem i umieszczeniem wysoko, a także porównanie do śpiącego gołębia (symbol Ducha Św.), osiąga świętość najwyższą. Strych domu staje się, podobnie jak kościół, miejscem sakralnie naznaczonym. W śnie Szymona owa kromka wyraźnie oddala się od ziemi, niemal sięga nieba: „wyszedłem na strych, postawiłem drabinę, ale drabina okazała się za krótka, wyszedłem na topolę, ale i topola okazała się za krótka” (s. 391). Dodać należy, że w mitologii chłopskiej topola jest tym, co najwyższe, najbardziej strzeliste.

Rytuał wiosennego przyorywania chleba łączy w sobie wszystkie wspomniane sfery ziemskiego sacrum. Ziemia, chleb i praca zmieniają się w jedność. Jednocześnie tworzą zamknięty krąg, doskonały rytm powrotu. To połączenie staje się więc symbolem idealnej ciągłości sakralnej.

W jednym z epizodów bohater Kamienia na kamieniu dokonuje desakralizacji tejże kromki. Mówiąc prościej, powodowany głodem i obłąkańczym pragnieniem, zjada ją. Tym samym narusza świętą jedność, zrywa sakralną ciągłość i naraża ludzi na gniew ziemi. Jest bowiem w powieści Myśliwskiego, obok mozolnego budowania wyżej wspomnianej jedności, proces jej zrywania, naruszania. Najczęściej ukazywany jest on na przykładzie rozluźnienia więzi z ziemią.

Pierwszą przyczyną tego rozluźnienia, w znaczeniu dosłownym i metaforycznym, była wojna. Znajduje to swój wyraz w opowieści o cmentarzu:

„Przez sześć tygodni stały na cmentarzu dwie baterie niemieckich dział i waliły dzień i noc na wschód.(…) Ze wschodu znów ruskie działa tak samo dzień i noc przez sześć tygodni. To wydawało się, że góra, na której cmentarz leży, zamieni się w dolinę. I nawet robaki tego piekła nie przetrzymają, nie mówiąc o umarłych. Ziemię na nice jakby obróciło i wywaliło na wierzch całą wieczność.

Szkielety, ciała i trumny leżały porozrzucane po całym cmentarzu, jakby śmierć się sama z siebie tak rozhulała, że już jej mało żywych i nieboszczyków z grobów powywlekała, żeby ich na nowo uśmiercić. I niby umarli, niektórzy z ziemią już zrośnięci, a musieli po raz drugi umierać(…) I cmentarz przez lata jeszcze przypominał pobojowisko” (s. 48).

W tym naturalistycznym opisie tkwi wstrząsająca prawda. Wojna spowodowała zerwanie więzi z wiecznością. Wywróciła świat na nice. Rozerwała błogą komitywę człowieka z Bogiem. Chociaż wojna zawsze stanowiła element światopoglądu chłopskiego i nie była obca tej kulturze, to jednak skala zniszczeń, które przetoczyły się przez wieś w czasie II wojny światowej była niewyobrażalna. I chodzi nie tylko o ruinę materialną, ale przede wszystkim psychiczną i moralną. Wojna wyrwała się spod kontroli, wyłamała nakreślone dla niej ramy.

Za zerwanie jedności z ziemią odpowiedzialne były także zmiany społeczne po II wojnie światowej. Kiedy chłop zamienił się w producenta żywności i ziemię zaczął traktować jak warsztat pracy, niemożliwa była mityczna z nią łączność. Ziemia wymaga bowiem osobistego zespolenia z nią, opartego na bezpośrednim kontakcie. To przykładanie własnych rąk do ziemi budowało ciągłość sacrum. Użycie pośredników – maszyn, porządek ten burzyło. Widzi to naczelnik gminy, którego Szymon prosi o przydział cementu na grób. Widzi, albo raczej czuje podświadomie, bo zrozumieć i zinterpretować nie potrafi:

„Albo był tu obraz w gminie, pamiętasz, za Rożka. Chłop wołami orał. Musiałem go zmienić, bo kto tylko przyjechał, patrzył na ten obraz. No, i namalował mi tu jeden, wziął dziesięć tysięcy. Spójrz, traktor teraz orze. Tylko że tak między nami bracie, nie mogę się przyzwyczaić. Wszyscy chwalą, a ja ile razy spojrzę, to mnie boli ta ziemia. Jakby ktoś ją najechał. Nieraz nawet słyszę, jak stęka, pojękuje, tylko że traktor głośniejszy, doda gazu i na szczęście zagłuszy” (s. 340-341).

Istotne znaczenie w ukazaniu destrukcji związków chłopa z Absolutem ma opis zachowania się ptaków. W wiejskiej mitologii (i nie tylko) ptaki są sferą pośrednią między kosmosem a człowiekiem. Symbolizują wysłanników wieczności, stanowią łącznik pomiędzy niebem a ziemią, więc także pomiędzy człowiekim a Bogiem. Stanowią zatem czynnik zespalający, pierwotne ucieleśnienie ciągłości.

Tak jak wojna i czasy powojenne zerwały więź z ziemią, te same okresy historii w pewnym stopniu wyeliminowały z życia chłopa ptaki. Przedwojenny ptasi raj na cmentarzu zlikwidowała wojna. Ptaki zniknęły, a nawet jeśli „jakiś ptak przypadkiem przelatywał nad cmentarzem, to się wyżej wzbijał, nieraz tak wysoko, jak go tylko skrzydła poradziły wznieść. Jakby coś go nagle osaczyło i nie miał gdzie uciekać, tylko wyżej i wyżej” (s. 49).

Bojownikiem o powrót ptaków jest w powieści Myśliwskiego kościelny Franciszek. Jego miłość do tych stworzeń przypomina upodobania św. Franciszka z Asyżu i podobieństwo to jest chyba zamierzone. Drugi fragment dotyczący ptaków wiąże się już z okresem powojennym i dotyczy jaskółek. Przemiany wsi, zmienianie strzech na blachę, dachówki czy eternit powoduje, że jaskółki przestają budować gniazda pod okapami ludzkich siedzib:

„Coraz mniej jaskółek w naszej wsi, odkąd ludzie zaczęli strzechy zrzucać. Bo nie tak łatwo jaskółka przyjmie się z powrotem, kiedy jej dach zmienisz. I nie każdy dach jej miły. Papy na przykład nie cierpią, blachy tak samo. Od blachy, kiedy gorąc na świecie, żar im gniazda lepi, a znów papa im śmierdzi. (…) A jaskółka, gdy nawet latami pod jednym dachem z ludźmi mieszka, wieczny strach. Strach boży, ludzki, liść osiki. I bez przerwy fruwający. Bez przerwy w locie. Tu, już tam. Niżej, wyżej. Co dopiero nad ziemią, już pod niebem. Jakby przed czymś ciągle uciekała” (s. 34).

To opuszczenie ludzi przez jaskółki znów należy rozumieć symbolicznie. Jest bowiem jaskółka znakiem zmartwychwstania i Chrystusa. Jej gniazdo uważa się na całym świecie za dobrą wróżbę dla domu, pod którego dachem zostało ulepione. Jaskółka jest wreszcie ptakiem, w którego chętnie zamieniali się bogowie egipscy i greccy. Przytoczę jeszcze może słowa Juliusza Słowackiego: „Jeśli jaskółce ochrony nie dacie, odejdzie od was – smętny – bóg domowy, wiatr wam zawyje grobowymi usty tę smutną klątwę: otóż dom wasz pusty!” .

Brak jaskółek to symbol osamotnienia człowieka, utraty przez niego kontaktu z niebem. XX wiek włączył chłopa w życie społeczne, ale wyobcował z odwiecznego porządku bytu. Ciągłość sakralna została zerwana.

Próbą ponownego nawiązania tej ciągłości jest budowa grobu przez Szymona Pietruszkę. „Bo prawdziwy gospodarz powinien mieć i grób swój. Dom pień, a grób korzenie, i dopiero dom i grób całe drzewo” (s. 37). Grób jest ostatnią szansą na znalezienie jedności z ziemią, a zatem z rzeczywistością sacrum. Na starość bowiem „z życia niby z drzewa jesienią wszystkie liście opadną i jak goły pień człowiek zostaje. Wtedy już nie w świat go ciągnie, ale z powrotem do tej ziemi, gdzie urodził się, gdzie wyrósł, bo to jedyna jego ziemia na tym świecie. I nawet grób w tej ziemi jakby domem mu był” (s. 153).

Budowa grobu współtworzy sakralny porządek, w którym śmierć jest tylko powrotem do ziemi, zrośnięciem się z nią. Grób staje się kołyską, nadzieją na nowe życie. Grób jest przecież także znakiem zmartwychwstania.

Budowaniu grobowca przez bohatera Kamienia na kamieniu przyświeca jeszcze jeden cel. Ma on zebrać w jedność rozproszoną po świecie rodzinę, na powrót ją zespolić. I jest to również zamiar odbudowy jedności sacrum, bo choć nie wspominałem jeszcze o tym, rodzina u Myśliwskiego także podlega procesom sakralizacji. Funkcja rodziny w kulturze chłopskiej i znaczenie przemiany pokoleń będą zatem treścią następnego rozdziału.

Tagi: , , ,

Kategoria: Inne, Kamień na kamieniu Myśliwskiego, Publikacje

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Pin It on Pinterest