Ksiądz Kazimierz Martyński we wspomnieniach (Cz. III)

| 13 marca 2005 | 0 Komentarzy | Odsłon: 526
Ks. Kazimierz Martyński z chłopcem komunijnym przed katedrą tarnowską w maju 1966 r

Ks. Kazimierz Martyński z chłopcem komunijnym przed katedrą tarnowską w maju 1966 r

Wspomina pani Józefa Ziółkowska z Ratingen (Niemcy):

Pochodzę z Krościenka nad Dunajcem, w którym w latach 1967-1972 swoją posługę kapłańską pełnił śp. ks. Kazimierz Martyński. Pracował jako katecheta z młodzieżą licealną, ale założył również chór, do którego należały dziewczęta ze szkoły podstawowej, między innymi ja też.

Śpiewałyśmy w strojach góralskich podczas mszy świętych i nabożeństw w Krościenku i rożnych miejscach Polski, na przykład w Tarnowie, Tuchowie, Kalwarii Zebrzydowskiej, Przeworsku. Może nigdy się nie dowiem, ale wydaje mi się, że niektóre pieśni były autorstwa ks. Kazimierza jak np. pasująca do naszego chóru: „Błogosław chór dziecięcy, co śpiewa na Twą chwałę i przyjm o Boże wieczny, dziecięcych serc ofiarę. Niech płyną nasze glosy do Twego Majestatu, błogosław Panie Polsce, błogosław wszemu światu”.

Śpiewałyśmy również inne pieśni „cywilne i góralskie”, a nasze próby kończyły się przeważnie księdza Kazimierza ulubioną: „Tak niedawno żeśmy się spotkali, a już pożegnania nadszedł czas, tyle żeśmy z sobą przeżywali, lecz wspomnienie dzisiaj złączy nas…”

Ksiądz Kazimierz Martyński był dla nas jak dobry ojciec – wymagający, ale sprawiedliwy, serdeczny, cierpliwy i wyrozumiały. Był przy tym bardzo pogodny, lubił żartować i śmiać się. Znał nas i nasze rodziny. Traktował nas i nasze drobne sprawy poważnie. W organizowaniu naszych wyjazdów miał przecież tyle pracy, żeby zabezpieczyć wyżywienie, noclegi w domach pielgrzyma czy u rodzin w parafiach. Trzeba mieć dużo zapału, wiary i pogody ducha, żeby zajmować się taką pokaźną gromadką przez parę dni. Nieraz o tym myślę, podziwiam i czuję ogromną wdzięczność za wszystkie wartości, które mi ks. Kazimierz przekazał w moim młodym wieku. Znałam ks. Kazimierza tylko kilka lat, ale cały czas był obecny w moim sercu przez te dobre wspomnienia czy pieśni, które przecież dalej śpiewałam i śpiewam.

Od 20 lat mieszkam z mężem i dziećmi za granicą. Po wielu latach odnalazłam ks. Kazimierza przed Wielkanocą 2004 r. dzięki stronie internetowej NIS Lipinek. To była radość! Ks. Kazimierz Martyński też się ucieszył. Niestety niedługo to trwało. Ostatni list napisał do nas 14 października, w naszą rocznicę ślubu (nie wiedząc o tym). Dziękuję Bogu, że dał mi spotkać kapłana, który swoim życiem i przykładem wskazywał, jak ważny jest każdy człowiek.

Józefa Ziółkowska

Tagi: , , ,

Kategoria: Historia, Wspomnienia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Pin It on Pinterest