Tadeusz Mika /1953-2005/

| 15 sierpnia 2007 | 0 Komentarzy | Odsłon: 926

„Można odejść na zawsze i być blisko” (ks. Jan Twardowski)

Tadeusz Mika /1953-2005/

Tadeusz Mika /1953-2005/

Pamięć o ludziach bywa ulotna – im więcej lat upływa od ich odejścia, tym mocniej zacierają się ślady, które pozostawili wśród nas. Zapominamy o ich zasługach i dokonaniach, zapominamy jak wiele czasem uczynili dla nas, dla społeczności, którą ukochali i której się bezgranicznie poświęcili. W kontekście powyższych słów artykuł o Tadeuszu Mice nie jest potrzebny, bo żyje on nadal w pamięci wielu Lipiniaków, a niektórzy, choć minęły od jego śmierci trzy lata, nadal nie mogą uwierzyć, że odszedł od nas.

Artykuł poniższy ma być próbą spojrzenia na sylwetkę tego wieloletniego działacza samorządowego, dla którego działalność społeczna i społecznikowska stanowiły prawdziwą pasję, wyzwanie i cel życia. Życia, które okazało się zbyt krótkie, aby zrealizować wszystkie nakreślone idee i pomysły. Próba ta jest tym trudniejsza, że zmarłego nie znałem osobiście, a wiedzę o nim czerpię z rozmów z ludźmi i pism, które pozostawił.

Nie chciałbym, aby tekst ten zmienił się w hagiografię. Był bowiem Tadusz Mika człowiekiem, który bał się jak ognia oderwania od rzeczywistości. Zawsze krytykował tych, którzy tracili kontakt z szarą rzeczywistością i „szczególnie szybko wyalienowali się z kręgów, z których wyszli i zapomnieli, kim nie tak dawno byli”. Tadeusz nie potrzebował też pochlebców, a jego uwagi na temat władzy otaczającej się dworem i uwielbiającej podziwianie mają charakter uniwersalny. Pisał o rządzących na każdym szczeblu, którym wielką satysfakcję sprawia przytakiwanie i nieustanne potwierdzanie, że „ich decyzje są mądre, działania skuteczne, że każdy dzień ich pracy to szereg pomysłów i dokonań twórczych (…) nie znoszą natomiast żadnej krytyki”. Unikając patosu, będę się starał pisać o zwykłym człowieku, który na co dzień powtarzał słowa poety: „Nie wolno kłaniać się okolicznościom, a prawdom kazywać, by za drzwiami stały”. Otwórzmy im więc drzwi…

Tadeusz Mika urodził się 10 lipca 1953 roku w Lipinkach, w charakterystycznej dla naszej wsi rodzinie: raczej biednej, ojciec pracujący w pobliskiej kopalni ropy naftowej, niewielki kawałek ziemi. Tadeusz ukończył szkołę zawodową w Gorlicach i zdobył zawód ślusarza-spawacza. Przez następnych kilka lat pracował jako robotnik, ale jednocześnie zdecydował się kontynuować naukę w szkole średniej. Maturę zdał za namową swojej przyszłej żony, Bronisławy, którą poślubił w roku 1978. W tym roku rozpoczął się także pontyfikat Jana Pawła II, którego słowa były dla Tadeusza zawsze żywymi drogowskazami. Los (a może nie tylko los) sprawił, że jego życie związało się z tym pontyfikatem węzłem o wiele ściślejszym i tragiczniejszym, ale o tym później…

Następna dekada upłynęła mu na walce o zapewnienie powiększającej się rodzinie (troje dzieci) godziwych warunków życia i własnego miejsca na ziemi. Tym miejscem mogły być oczywiście tylko Lipinki, gdzie w latach osiemdziesiątych olbrzymim nakładem pracy i sił wybudował dom.

W roku 1989 przed ambitnymi i pełnymi inicjatyw ludźmi otworzyły się zupełnie nowe perspektywy. Upadek ustroju komunistycznego i nastanie wolności, tej wolności, o której 10 lat później pisał będzie z goryczą, bo nie spełniła wszystkich oczekiwań, pchnęły go do działalności samorządowej. Uwierzył, że aby być człowiekiem w pełni, trzeba podjąć wysiłek przekształcania rzeczywistości i budowania szczęścia ludzi, wśród których się wychował i o których nie chciał nigdy zapomnieć.

W 1990 roku kandyduje do Rady Gminy Lipinki, zostaje radnym i członkiem Zarządu. Idea samorządności i działania na rzecz lokalnej społeczności nie opuści go aż do śmierci. Według relacji przyjaciół Tadeusz Mika był tym, dzięki któremu powstawały zręby nowego ustroju prawnego gminy i który pracował nad szeregiem dokumentów niezbędnych dla funkcjonowania świeżej demokracji lokalnej. W latach 1994-1998 pełnił funkcję Przewodniczącego Rady Gminy Lipinki.

Działalność społeczną rozpoczął Tadeusz od walki o oświatę, a zwłaszcza o wybudowanie nowego budynku szkoły podstawowej. Troska o młodzież i jej wykształcenie przyświecała mu na każdym kroku. Aby ją zrozumieć oddajmy głos jemu samemu. W 2002 roku pisał: „ważne jest, aby ta wieś była przyjazna dla każdego jej mieszkańca, a szczególnie dla ludzi młodych, którzy by zechcieli z tą ziemią, z tą gminą dzielić swój los. Żeby tu zechcieli zamieszkać, zakładać rodziny, rozwijać się i realizować zawodowo”.

To między innymi dzięki jego determinacji i zaangażowaniu powstał w centrum Lipinek nowoczesny budynek szkolny, w którym obecnie znajduje się gimnazjum. On także w roku 1998 był pomysłodawcą nadania szkole imienia ks. Jana Patrzyka, wielkiego rodaka, człowieka odznaczonego medalem „Sprawiedliwy wśród narodów świata”. Witając w Lipinkach ks. bpa Kazimierza Górnego, z dumą mówił: „Korzystając z okazji dzisiejszego spotkania, pragnę poinformować księdza Biskupa, że szkoła w Lipinkach od dwóch miesięcy ma swojego Patrona. Otóż w dniu 23 marca 1998 roku Rada Gminy Lipinki na wniosek radnych z Lipinek podjęła uroczystą uchwalę o nadaniu tejże szkole imienia ks. Jana Patrzyka, wielkiego kapłana, kaznodziei i patrioty rodem z Lipinek. Można więc powiedzieć, że tym uroczystym, aczkolwiek dokonanym w bardzo skromnej oprawie aktem, zostały zainaugurowane przypadające w tym roku obchody Jego 100 rocznicy urodzin”.

Troska o oświatę szła u Tadeusza w parze z doskonaleniem własnego wykształcenia. Aby pełnić obowiązki Przewodniczącego Rady Gminy Lipinki w sposób odpowiedzialny i w pełni świadomy, rozpoczął studia administracyjno-prawne w Wyższej Szkole Zarządzania i Administracji w Przemyślu, gdzie zdobył tytuł licencjata w zakresie administracji publicznej. Jako temat pracy dyplomowej wybrał oczywiście prawo samorządowe – Status prawny zarządu gminy. Bezpośrednio po obronie dyplomu ukończył studia magisterskie na Wydziale Prawa i Administracji Uniwersytetu Marii Curie-Skłodowskiej.

Jednym z najciekawszych pomysłów Tadeusza Miki było powołanie Lokalnej Fundacji Oświatowej przy Szkole Podstawowej im. Ks. Jana Patrzyka w Lipinkach, w której pełnił funkcję Przewodniczącego Rady. Dokonał tego wspólnie ze Stanisławem Brzegowskim, także lipińskim radnym i działaczem społecznym. Fundacja, po blisko dwuletnich perturbacjach w sądzie rejestrowym, rozpoczęła swą działalność w roku 2003 i funkcjonuje do dziś, nadal dzięki społecznemu zaangażowaniu wielu ludzi.

W roku 2002 Tadeusz Mika wystartował w pierwszych bezpośrednich wyborach na Wójta Gminy Lipinki jako kandydat Komitetu Wyborczego „Przyjazna Gmina”. Kandydował w przekonaniu, że „nasza gmina oczekuje i potrzebuje zmian w metodach i stylu sprawowania władzy w celu odrzucenia istniejących i szkodliwych dla gminy i jej mieszkańców układów, nie po to, aby zastąpić je innymi, ale po to, aby układów nie było w ogóle”. W swej kampanii podkreślał także, że „sukcesów w samorządzie gminnym nie można mierzyć tylko liczbą i wartością inwestycji, ale odczuciami drugiego człowieka, zadowoleniem mieszkańców, sytuacją ich rodzin, jako że gmina to przede wszystkim ludzie, w głos których należy się wsłuchiwać i służyć ich sprawom”. Ta retoryka nie trafiła do lipińskich wyborców – Tadeusz Mika uzyskał ok. 20% głosów i przegrał walkę.

Gdy rozmawia się z ludźmi o Tadeuszu, uderza zwłaszcza to, że wszyscy podkreślają jego skromność i chęć służenia zwykłym ludziom. Nie odmawiał pomocy w sytuacjach problemowych, szczególnie gdy chodziło o rozwiązanie sporów prawnych. „Idź do Tadka, Tadek ci pomoże” – takie opinie o zmarłym krążyły za jego życia. Przez dwanaście lat pracy w samorządzie zmiany zachodzące w Lipinkach zachodziły z jego aktywnym udziałem, choć nigdy się z tym nie afiszował. Telefonizacja i gazyfikacja wsi, poprawa stanu dróg lokalnych, nowe budynki gminne i inne inwestycje – w tych pracach brał czynny udział, o czym nie zawsze dziś się pamięta.

Cytując słowa Jana Pawła II, Tadeusz Mika powtarzał: „Prawda nie może być elementem handlu, bo prawda nie zna obniżki ceny”. Tej dewizie starał się być wierny, choć i w tym przypadku potrafił spojrzeć na siebie krytycznie: „Pomimo swoich zwykłych ludzkich słabości i ułomności, zawsze starałem się w myśl tej fundamentalnej zasady postępować. Czy zawsze mi się to udawało? Na pewno nie. Jednakże, jeszcze raz to podkreślam, starałem się”.

To nie ma być hagiografia, trudno jednak nie skomentować przedwczesnego odejście Tadeusza Miki, który zmarł 15 sierpnia 2005 roku, w dzień Wniebowzięcia NMP, w dzień największego święta w Lipinkach. W tym samym roku zakończył się pontyfikat Jana Pawła II – i to miałem na myśli, pisząc na początku o zrządzeniu losu, może przeznaczeniu, a może o znaku, który trzeba umieć czytać…

Ale nie w ten sposób chcę zakończyć. Niech znów zabrzmią słowa Tadeusza Miki i pozostaną przesłaniem, do którego warto wracać: „My, Polacy, niestety często zachowujemy się jak ta żaba z ludowych przypowieści, która wiedząc, co ją czeka, lezie prosto do paszczy węża, skrzecząc przy tym niemiłosiernie ze strachu. I nie dość, że sami boimy się sprzeciwić ugruntowanym nieraz układom (w szczególności lokalnym), to nieraz stajemy się złowieszczymi prorokami dla tych, którzy mają odwagę otwarcie powiedzieć tym układom nie. Wmawiamy im wtedy, że lepiej siedzieć cicho i nie narażać się, bo ich zgnoją – i co wtedy osiągną? A na układy nie ma rady! Czy aby na pewno? Należy pamiętać, że rezygnacja z walki z panoszącym się wszędzie złem oznacza wyłącznie jego akceptację. To tak, jakby rolnik zrezygnował z permanentnego niszczenia chwastów. Jakie wtedy zebrałby plony? A zło jest jak chwast, który ciągle odrasta. Czas więc na refleksję”.

oprac. Piotr Popielarz
WSPOMNIENIA O TADEUSZU:

Barbara Mika-Wójcik: Bardzo wzruszyła mnie informacja dotycząca powstania artykułu poświęconego Tadeuszowi, a także przytoczony przez Redakcję NIS fragment artykułu jego autorstwa. To co mi pozostało po Tadku to wspomnienia, które są dla mnie bardzo cenne. Był i pozostanie dla mnie człowiekiem wyjątkowym, bardzo brakuje mi obcowania z nim, rozmów, dyskusji. Zawsze podziwiałam go za bezinteresowność, uczciwość, otwartość, skromność. Wszystko co robił dla Lipinek było podyktowane wewnętrzną potrzebą, a nie chęcią pozyskania rozgłosu. Bo tak jak rodzina, tak również wioska w której się urodził i wychował, była dla niego najważniejsza. Wiele rzeczy powstało w Lipinkach z jego inicjatywy. Pamiętam jego starania, aby szkoła nosiła imię ks.Jana Patrzyka. Zawsze powtarzał – po co szukać daleko, skoro wśród nas żyli ludzie wyjątkowi.

Jakiego go pamiętam i jaki pozostanie w mojej pamięci – pogodny, często zamyślony, studiujący literaturę, prawo a przede wszystkim pomagający innym. Myślę, że najpełniej to, jakim był człowiekiem, zobrazuję, przytaczając jedną z myśli Lucjusza Anneusza Seneki: „Istotną cechą wielkiego i szlachetnego umysłu jest to,że nie dba o nagrodę za dobrodziejstwa, lecz o nie same, i że po złych doświadczeniach wciąż szuka dobrego człowieka. Czy byłoby czymś chwalebnym niesienie pomocy wielu ludziom, gdyby nikt nie zawiódł nas? Lecz prawdziwą cnotą jest właśnie świadczenie dobrodziejstw bezinteresownych, za które człowiek wspaniałomyślny bierze nagrodę w tej samej chwili, kiedy je świadczy”.

Marzena Kubacka: Zwykły dzień pracy. Ledwie przekraczam próg pokoju, Tadeusz włącza czajnik, gotujemy wodę na kawę. Tadeusz pije gorzką, ja wsypuję łyżeczkę dla osłody i – jak co dzień – On tłumaczy mi, że prawdziwy smak ma kawa bez cukru. Zaraz zaczną się porady, ale zanim to nastąpi rozmawiamy: o bieżących wydarzeniach, planach, dzieciach, Tadeusz doradza gdzie kupić tańszą siatkę na ogrodzenie. Dyskutujemy też o „naszych poradach”, nierzadko się spierając, ale każde z nas starannie analizuje argumenty rozmówcy.Wiem, że Tadeusz ma otwarty umysł. Jest prostolinijny, szanuje prawdę i podaje ją bez okrasy i niedomówień.

Zamierza startować w wyborach i choć targają Nim wątpliwości, to i tak wiem, że „praca dla społeczności” zwycięży. Często przekonuje mnie, że trzeba walczyć, zmieniać świat, pomagać nie oczekując wdzięczności.

Pracujemy już razem sześć lat. Można by powiedzieć, że tylko tyle. Nie trzeba jednak więcej, aby mieć pewność, że po drugiej stronie siedzi ktoś kto jest twoim Przyjacielem. Do takich właśnie, zwykłych a niezastąpionych ludzi, należał Tadeusz.

Często Go wspominam. Wracam wtedy myślą do pewnego tekstu (nieznanego autorstwa), który kiedyś od Niego otrzymałam. Sądzę, że myśl tam zawarta jest pewnym przesłaniem, które chciałby nam pozostawić: „Prawdę swą głoś spokojnie i jasno, słuchaj też tego, co mówią inni, nawet głupcy i ignoranci – oni też mają swą opowieść.” (Tekst znaleziony w starym kościele w Baltimore).

Dzisiaj też idę do biura i jak zwykle piję kawę – już niezmiennie- bez cukru

Stanisław Niemiec: W biurze Oddziału Państwowej Inspekcji Pracy w Nowym Sączu stoi portret Tadeusza. Tadziu poważny, z przyjaznym, łagodnym spojrzeniem, lekko się uśmiecha… Zna atmosferę w biurze. Kiedy przychodził do nas do pracy na stanowisko radcy prawnego obiecano mu skierowanie na aplikację i funkcję inspektora pracy. Nie ziściło się to.

Ma o to żal, ale jako radca prawny czuje się również w swoim żywiole – zawodowo a z racji zdobytej wiedzy prywatnie. Do radcy przychodzą bowiem ludzie oszukani, skrzywdzeni, pracownicy nagle pozostający bez środków do życia, płaczące matki niekiedy bezpodstawnie pozbawione pracy. Jest On ostatnią deską ratunku. Posiadając szeroką wiedzę o swojej społeczności popartą długoletnią praktyką w działalności samorządowej wie jak pomóc, a w skrajnych przypadkach jak pocieszyć, dodać otuchy i nadziei na przyszłość.

Nie jest wymagający jeżeli chodzi o Swoją Osobę, ale nie pozostawia bez podjęcia działań żadnej ludzkiej krzywdy, o której się dowiedział.  Analizuje te niesprawiedliwości i wyciąga wnioski, które często uderzają we władze nie tylko szczebla gminnego i powiatowego ale również i władzy centralnej. Śmiało mówi o tym na forach oficjalnych i w bezpośrednich dyskusjach okraszając często swą wypowiedź inteligentnym dowcipem.

Ma charakter człowieka zrównoważonego, jednak w stan zdenerwowania wprowadza go głupota władzy. Wtedy uśmiech z jego twarzy znika a w oczach pojawiają się błyski złości i niekiedy przygnębienie z powodu bezsilności. Wierzy jednak, że może to zmienić i wyeliminować z życia –  chce zostać posłem…

Jeden dzień w tygodniu udziela porad prawnych w Gorlicach, w pozostałe dni w czwórkę jeździmy do Nowego Sącza na zmianę własnymi samochodami, umawiając się pod pomnikiem Łukasiewicza na Zawodziu. W ciągu tej godziny jazdy codziennie rano rozmawiamy o wszystkim, co się zdarzyło ważnego w domu, w środowisku, w kraju. Wyrażamy różne poglądy, ale ostateczne konkluzje najczęściej są zbieżne.

Tadziu opowiada o swoich poważnych problemach z sercem, które zdarzyły się  10 lat temu. Twierdzi, że problemy zmniejszyły się, ale czasem odczuwa jakieś dolegliwości. Stosuje dietę, rzuca papierosy. Cieszy się, że stracił na wadze… Do lekarza nie ma czasu iść, „bo na pewno dostanie L-4, a tyle bieżących spraw jest do załatwienia…”. Nie słucha naszych rad. Snuje wiele śmiałych planów na przyszłość dotyczących życia rodzinnego jak i środowiska, w którym żyje…

Prywatnie spotykamy się przy ważniejszych uroczystościach w jego domu, w domu Franka W. Jurka H., i Staszka N.  Tadziu chwali się sukcesami swoich dzieci, podziela ich radość z pierwszych kroków w samodzielnym życiu, opowiada anegdoty z życia władzy gminnej… Opowiada o organizacji i swoim udziale w uroczystościach kościelnych w Lipinkach, które odbędą się w sierpniu 2005r. Jest wraz z Frankiem W. „duszą” towarzystwa.

Po święcie 15 sierpnia 2005r. nie przyjeżdża pod pomnik Łukasiewicza…
Później pod pomnik przestał przyjeżdżać również Franek W….
Obaj lubili się, dopełniali się swoją szczerością, oddaniem dla innych. Byli wielkimi osobowościami. Są teraz razem…

Z portretu, Tadziu poważny, z przyjaznym, łagodnym spojrzeniem lekko się do nas uśmiecha. Nadal jest również z nami…

Barbara Bartuś: Tak wiele wspomnień moich i mojej rodziny wiąże się ze Śp. Tadeuszem, że trudno mi ująć je w słowa. Nawet bardzo trudno. Nie mogę jednak przemilczeć i „przejść” obojętnie wobec kolejnej rocznicy Jego śmierci. Nie ma Go już trzy lata, a to co się wydarzyło 15 sierpnia 2005 r. jest wciąż żywe i bardzo bolesne. Miał tyle planów…

Był wspaniałym Człowiekiem, dla którego dobro Ojczyzny i dobro ludzi było najważniejsze. Pomógł bezinteresownie wielu osobom. Mam też wiele bardzo osobistych wspomnień. Wiele Mu zawdzięczam. Wielokrotnie korzystałam z Jego rad. Tak naprawdę, ja, mój mąż i moje córki uważamy, że to iż moja kariera polityczna potoczyła się w ten sposób, to jest zasługa Tadeusza. Ośmielam się nawet twierdzić, iż zostałam Posłem, bo On tak chciał.

Współpracowaliśmy, gdy byłam radną Gminy Lipinki. Był wtedy Przewodniczącym Rady Gminy. Wtedy przeszedł pierwszy zawał, przez tydzień walczył ze śmiercią. Wtedy zwyciężył.
Z pracy w Radzie pamiętam, iż wiele razy prywatnie dyskutowaliśmy o sprawach naszej Gminy, o budowie szkoły, kanalizacji, itp. Mieliśmy takie samo zdanie w różnych tematach. Pamiętam sytuacje, gdy mówiłam Mu, że rozmawiałam z wójtem o jakiejś sprawie, że powiedziałam wójtowi, co na jakiś temat myślę, a On się śmiał i mówił „ja powiedziałem to samo i znów będzie, że się umówiliśmy”.

Gdy przestałam być radną nasza współpraca się nie skończyła. Był pomysłodawcą i twórcą Fundacji Oświatowej, która miała pomagać w budowie szkoły i sali gimnastycznej, a później pomagać finansowo sportowcom. Miał tyle wspaniałych pomysłów. Niestety nie wszystkie udało się zrealizować.

Przedwczesna śmierć Tadeusza jest wielką stratą również dla mnie i mojej rodziny.

Stanisław Brzegowski: Można odejść na zawsze i być blisko! Napis na grobie nieodżałowanego Tadeusza Miki.

Poznałem Tadeusza po moim sprowadzeniu się do Lipinek. Większość naszych kontaktów w początkowym okresie wiązała się z pracami w różnych komitetach społecznych, takich jak: telefonizacji, budowy szkoły, kanalizacji a następnie w pracach Rady Gminy. Tadeusz był wszędzie tam, gdzie się coś działo pożytecznego. Z perspektywy tych lat, które już upłynęły mogę powiedzieć, że Lipinki miały szczęście, że był taki Tadeusz w tym okresie. Potrafił zebrać wokół siebie grono ludzi, którym chciało się coś robić a najważniejsze to, aby tej pracy nadać sens. I to potrafił i robił Tadeusz. Była to prawdziwa, czysta praca społeczna, w wyniku której powstawało dobro wyższe. Elementy tej pracy stoją, widzimy je i to są ślady pozostawione przez Tadeusza na Ziemi Lipińskiej.

Inna rangę miała praca Tadeusza w Radzie Gminy. Tutaj był On obecny w najważniejszym momencie, tj. tworzeniu od podstaw nowego ustroju Rad. Brzmi to skomplikowanie, ale chodziło w tym okresie o opracowanie statutów, powołanie nowych władz, opracowanie nowych budżetów, a więc nadanie wszystkiemu nowych kierunków. W tych trudnych pracach największy wkład miał Tadeusz. Był radnym pracującym a nie tylko statystującym. W kontaktach z ludźmi miły, uczynny, nie stwarzający dystansu do innych i zawsze znalazł czas dla drugiego człowieka.

Takim został w mojej pamięci.

Baśka: Gdy odszedł Tadeusz, w życiu wielu ludzi, również i w moim, pozostała pustka, której nikt nigdy nie będzie w stanie wypełnić. Był to człowiek wielki, chociaż nie wszyscy to doceniali i zauważali. Pomagał tak wielu ludziom w sprawach błahych i bardzo ważnych, nigdy nie pozostawał obojętny na ludzką krzywdę, piętrzące się zło. Tak po prostu pochylał się nad drugim człowiekiem, nad sprawami istotnymi dla jego małej ojczyzny – Lipinek.

Za swe zaangażowanie i pracę nigdy nie oczekiwał wdzięczności. Wszystko, co robił wypływało z serca i potrzeby czynienia dobra. Kierował się prawdą, której nigdy nie wahał się wypowiadać. Słowa poety „Żyj z sercem i patrzaj w serce” mogły być mottem Tadeusza. On swoje serce oddał ludziom. Odszedł tak wcześnie, a jeszcze tyle mieliśmy niedokończonych rozmów. Myślę, że tam w „domu Pana” nadal opiekuje się nami, pomaga w rozwiązywaniu wielu problemów, w podejmowaniu właściwych decyzji.

Jego serce tu na ziemi przestało bić, jednak wspomnienie, które pozostawił, jest jakby jego cząstką, która pozwala nam normalnie żyć pośród zawirowań tego świata.

Dziękuję Ci za wszystko, Tadeusz.

Chętnie opublikujemy inne wspomnienia związane z bohaterem naszego tekstu – prosimy o kontakt: redakcja@elipinki.pl

Informacja autora: Serdeczne podziękowania składam pani Bronisławie, która udostępniła mi materiały męża, bez których ten artykuł nie mógłby powstać: listy do redakcji czasopism i osób publicznych, teksty przemówień, materiały wyborcze, a zwłaszcza pracę córki napisaną na konkurs uniwersytecki – Wzór obywatela w polskiej demokracji.

Tagi: , ,

Kategoria: Historia, Ludzie

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Pin It on Pinterest