Ropa naftowa i historia jej wydobycia na terenie Lipinek

| 13 stycznia 2013 | 2 komentarze | Odsłon: 1 967

Obszerne opracowanie Krzysztofa Kusiaka w wyczerpujący sposób przedstawia 160-letnią tradycję kopalnictwa naftowego w Lipinkach. Artykuł ukazał się drukiem w grudniowej „Gazecie Lipińskiej”, nr 5/2012.

Trojak naftowy na Pańskiej Górze - fot. Wiktor Bubniak

Trojak naftowy na Pańskiej Górze – fot. Wiktor Bubniak

Ropę naftową ludzkość znała już w czasach starożytnych. Wyraz nafta posiada prawie taką samą pisownię w językach wielu ludów. Po grecku „naphta”, z perskiego „naft”, z asyryjskiego „naptu”, z aramejskiego „napta”. Wspominają o ropie źródła babilońskie, egipskie, żydowskie, irańskie i greckie. Znali ją Rzymianie, Arabowie i średniowieczna Europa. Ropa naftowa znana była także od dawna w Polsce. Wspominał o niej Długosz, a później autorzy XVI- i XVII- wieczni.
Pierwszą wzmianką o wykorzystaniu ropy w rejonie Gorlic jest nieudokumentowana informacja jakoby Władysław Łokietek rozkazał rozpalić olej skalny w specjalnych kapliczkach sygnalizacyjnych, znajdujących się w Bieczu i Rzepienniku.

Także za czasów Jana Kazimierza i jego następców wiedziano w Rzeczpospolitej o wyciekach ropy w Gorlickim. Od wieków bowiem mieszczanie i lud z okolic Gorlic posługiwali się tymże tłuszczem jako skutecznym środkiem na różnego rodzaju choroby ludzi i zwierząt. Leczono choroby gardła, rany cieknące, owrzodzenia, motylicę u owiec i grudę u koni. Ropę używali również szewcy do zmiękczania skór, a także znalazła ona swoje miejsce w zwyczajach ludowych.

W noc świętego Jana palono miotły zanurzone w ropie, co podobno miało ustrzec przed chorobami i nieszczęściami. W późniejszym średniowieczu ropa naftowa, a szczególnie jej cięższe frakcje, znalazły szersze zastosowanie, przede wszystkim do smarowania osi u wozów i w prymitywnym przemyśle, do oliwienia części wirujących w młynach wodnych i tartakach, wreszcie jako materiał oświetleniowy w różnego typu kagankach oraz do napuszczania szczap do podpałki.
Pomimo iż w okolicach Gorlic samoistne wycieki ropy naftowej były znane od dawna, to  zdarzało się, że zainteresowaniu się tą  substancją i wydobyciu na szeroką skalę przemysłową bardzo często towarzyszył przypadek. Historia taka miała miejsce właśnie w okolicach Lipinek.

Hrabina Jadwiga Straszewska

Hrabina Jadwiga Straszewska

Jak wynika z relacji Antoniego Byszewskiego, w 1850 r. na prawo od nieczynnej bramy dworskiej były poidła dla źrebiąt i klaczy zarodowych. Aby nie spędzać ich do pojenia w południe, właścicielka posiadłości hrabina Jadwiga Straszewska kazała wykopać studnię. Zdziwienie było duże, gdy stwierdzono, iż konie nie chciały pić tej wody. Okazało się,  że do studni przedostawała się ropa z płytko zalegającego złoża. W tym czasie administratorem w dobrach pani Straszewskiej był Wacław Pieniążek, który już od dawna interesował się wyciekami tej substancji w okolicy.

Zachęcił on swojego brata Ivo Pieniążka, który został nadzorcą przedsięwzięcia  i za zgodą hrabiny zaczęto w 1854 r. kopać szyb w pobliżu rzeki Libuszanki. Kopano kilofami i łopatami, a do prac zatrudniano chłopów dworskich. Ściany studni okładano drzewem, a miejsca, gdzie pojawiały się żyły wodne, wykładano sadłem i ubijano ziemią. Po kilku tygodniach mozolnej, niebezpiecznej pracy, ku wielkiej radości właścicielki, nadzorcy i robotników, w kopance o głębokości 20m pojawił się obfity wypływ ropy parafinowej, koloru czarnego. Ta pierwsza kopanka „Anna” usytuowana po lewej stronie drogi z Libuszy do Lipinek, dała początek kopalnictwa w obu miejscowościach.

Odkąd rozpoczęto wydobycie ropy na skalę przemysłową, coraz więcej ludzi garnęło się do pracy w tym przemyśle. Pomimo tego, że praca była ciężka i niebezpieczna, ludzi motywowały wysokie jak na owe czasy zarobki. Robotnicy początkowo rekrutowali się przeważnie z uboższych włościan, komorników, którzy nie mogli wyżyć ze swoich drobnych gospodarstw. Również po upadku powstania listopadowego wielu jego uczestników, pochodzących ze Śląska górników, schroniło się w Galicji, znajdując zatrudnienie przy pierwszych kopankach. Stąd też w naszych okolicach zachowało się dużo śląsko brzmiących nazwisk, takich jak m.in.: Szurek, Knapik, Lewek, Wątroba czy Wojnar.

Powszechnie znane określenie „nędza galicyjska” nie dotyczyło pracowników przemysłu naftowego, jednak często robotnicy za możliwość dobrego zarobku płacili najwyższą cenę: swoje zdrowie, a czasem nawet życie. Szczególnie w początkowym okresie wydobycia, gdy większość prac wykonywano ręcznie, zawód ten wiązał się z dużym ryzykiem. Bardzo często dochodziło do groźnych wypadków, a śmiertelność wśród pracowników wynosiła ok. 6 % rocznie.

W tym samym czasie kiedy w Lipinkach powstawały pierwsze kopanki, do Gorlic przybył Ignacy Łukasiewicz. Powiadomiony o odkryciu w majątku Straszewskiej nakazał on miejscowemu chłopcu stajennemu, Franciszkowi Dedzie nabierać tej substancji do blaszanki i przynosić do niego do Gorlic w celu destylacji. Hrabina Jadwiga Straszewska, nie mając zbytu na surową ropę, wybudowała w roku 1859  rafinerię nafty w Lipinkach. Znajdowała się ona na polach dworskich i stykała się bezpośrednio z kopalnią ropy naftowej.

Trojak naftowy na pańskiej Górze - fot. Wiktor Bubniak

Trojak naftowy na Pańskiej Górze – fot. Wiktor Bubniak

Rafineria, którą systematycznie modernizowano, jako pierwsza w Galicji podjęła się między innymi wyrobu parafiny, którą eksportowano do Anglii, Belgii, Holandii, Niemiec, Szwecji i Francji. Jak wynika ze statystki naftowej E. Windakiewicza, w 1874 r. w Lipinkach było już 40 szybów kopanych  z produkcją około 70t na dobę. Należy także zwrócić uwagę, że w latach tych przemysł wydobywczy rozwija się już prężnie na całym świecie, a Galicja ze swoim wydobyciem zajmuje w tym czasie trzecie miejsce na świecie po USA i Rosji.

Mniej więcej od początku lat 90. XIX w. ręczne kopanie studni roponośnych jest zastępowane w pełni zmechanizowanym wydobyciem. W związku z tym wzrasta zapotrzebowanie na wykwalifikowaną kadrę pracowniczą. Najważniejszym zawodem był wiertacz. Wykonujący ten zawód musiał wykazywać się sprytem i wiedzą teoretyczną z zakresu praw fizycznych i geologicznych, musiał także posiadać praktykę i doświadczenie oraz musiał umieć kierować przydzieloną mu załogą na wiertni, gdyż odpowiadał za robotników pod względem ich pracy i bezpieczeństwa.

Początkowo wiertacze mianowani byli spośród załogi i liczyły się przede wszystkim praktyczne umiejętności. Jednak rozwój kopalnictwa stwarzał coraz większe zapotrzebowanie na wiertaczy, wobec czego powstawały szkoły kształcące w tym kierunku. Pierwsze tego typu szkoły w Polsce i na świecie powstały w 1885 r. Jedną z nich była Szkoła zawodowych wiertaczy i kierowników kopalń w Krygu finansowana przez Wydział Krajowy, a ukończył ją m.in. przyszły: „szejk galicyjski” Władysław Długosz. Absolwenci tej szkoły pracowali na kopalniach na całym Podkarpaciu, a po wojnie również na terenie Czechosłowacji i Libii.

Po śmierci Jadwigi Straszewskiej w 1903 r. majątek po niej odziedziczyli Byszewscy, którzy prowadzili interesy naftowe do 1913 r. kiedy to rafineria i kopalnia nafty w Lipinkach zostały sprzedane francuskiej firmie „Grabownica”.  Z chwilą wybuchu pierwszej wojny światowej kopalnie w Lipinkach zostały całkowicie zniszczone przez wycofujące się wojska austriackie, jako własność francuska. Spośród 108 odwiertów znajdujących się w ruchu została zniszczona ponad połowa. Rafinerii w Lipinkach już nigdy nie odbudowano.

Trojak naftowy na Pańskiej Górze - fot. Wiktor Bubniak

Trojak naftowy na Pańskiej Górze – fot. Wiktor Bubniak

W okresie międzywojnia kopalnia kilkukrotnie zmieniała swojego właściciela, ale pomimo zastosowania nowych technologii oraz wzmożonych poszukiwań nowych złóż, z powodu wyczerpujących się pokładów produkcja stopniowo zaczęła maleć.  W 1924 r., wybudowano  ropociąg do stacji kolejowej Zagórzany. W tym też czasie kopalnia zmieniła nazwę na „Kopalnia Lipa”.

Po zajęciu Polski przez Niemcy, okupant przerzucił na kopalnię 8 żurawi do wierceń udarowych i jeden obrotowy, robiąc wszystko co mógł, aby utrzymać produkcję, jednak z rozkazu Wacława Byszewskiego członka ZWZ, a później AK, załoga sabotowała cały proces. Podpalono szyb ropy naftowej, kilkukrotnie wypuszczono ropę do rzeki, zniszczono pasy transmisyjne, którymi napędzane były urządzenia do pompowania ropy. Niestety, Niemcy wpadli na trop tej działalności i gestapo aresztowało W. Byszewskiego i J. Resiułę. W tej sytuacji podjęto wszelkie wpływowe działania w celu uwolnienia aresztowanych. Zwolnienie ich z więzienia, jak relacjonuje A. Byszewski, nastąpiło po osobistej interwencji słynnej śpiewaczki operowej i prywatnie żony marszałka Mussoliniego Ewy Didur-Balbo.

W 1947r. przystąpiono do elektryfikacji kopalń i wyposażenia ich w lepsze narzędzia. Pomimo tych korzystnych zmian kopalnie okazały się mało wydajne, dlatego zaprzestano wiercenia nowych otworów, a pozostałe stopniowo likwidowano. W 1968 r. złoża w Lipinkach były już w 90% wyczerpane. W czasach współczesnych produkcja ma już w zasadzie tylko charakter symboliczny, pomimo to nadal eksploatuje się kilka szybów, wśród których należy wyróżnić szyb „Dziadek” zwany „Lipa 1”, który działa od 1860 r. i jeszcze w roku 2000 dawał produkcję 20kg/24h. Pierwsza natomiast kopanka „Anna” z 1854r. została odrestaurowana  jako zabytek narodowy. Ogólnie na terenie Lipinek w latach 1854-1970 wykonano ponad 650 szybów kopanych i wierconych, z których wydobyto łącznie ok. 500,3 tys. ton ropy.

oprac. Krzysztof Kusiak

Tagi: , , , ,

Kategoria: Historia, Ślady historii

Komentarze (2)

Trackback URL | Comments RSS Feed

  1. Tomek napisał(a):

    W październiku 1885 roku w Ropiance koło Dukli utworzono „Praktyczną szkołę wiercenia kanadyjskiego”, której dyrektorem został Z. Suszycki. Nauka w szkole trwała trzy miesiące, a od 1886 roku dla mniej zdolnych uczniów otworzono sześciomiesięczny kurs nauczania. Szkoła miała zapoznać uczniów z teoretycznymi wiadomościami z zakresu wiertnictwa oraz przekazać im praktyczne umiejętności obsługi żurawia kanadyjskiego.

  2. Wit napisał(a):

    .. a na starym cmentarzu w Lipinkach znajduje się w opłakanym stanie nagrobek pierwszego kierownika Kopalni Lipa -Pana Stasiowskiego i tylko odlew żeliwnej tablicy jest tego niezaprzeczalnym dowodem,renowacja tego obiektu była by pięknym gestem ze strony Kopalni i dopełnieniem jej prawdziwej historii.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Pin It on Pinterest