Unijne pieniądze, unijne problemy

| 8 lutego 2013 | 5 komentarzy | Odsłon: 1 336
Felieton Mieczysława Ryby.

W kontekście obecnych walk o budżet Unii Europejskiej pojawiają się od czasu do czasu w polskiej prasie głosy rozsądku, stawiające pytanie: o co nam powinno chodzić w gospodarczych relacjach z Unią Europejską?

Mieczysław Ryba

Mieczysław Ryba

W ostatnim numerze „Uważam Rze” padło niezwykle trafne stwierdzenie, że nie sposób mówić o rozwoju gospodarczym danego kraju bez rozwiniętego przemysłu. Przemysł z kolei państwo słabe jest w stanie rozwinąć wystrzegając się w pierwszej fazie brutalnej konfrontacji z krajami bogatymi. Zatem w naszych relacjach z Unią Europejską o wiele cenniejsze byłoby zapewnienie ochrony dla naszego przemysłu przed nierówną konkurencją z Zachodu, przy zachowaniu drożności rynku zachodniego dla polskich produktów, a nie tylko i wyłącznie dotacje. W innym razie sytuacja walki o większy budżet Unii przypomina zmagania o jałmużnę. Polska nie była w stanie w relacjach z Unią obronić swoich stoczni, posyłając tysiące wykwalifikowanych pracowników na bruk, redukując nasz potencjał techniczny itp. Walczy jednak zaciekle o dodatkowe miliardy z unijnego budżetu. Czy zatem nie lepiej samemu zarobić, nie prosząc nikogo o jałmużnę?

Pieniądze unijne są jednak w wielu wypadkach kierowane niekoniecznie korzystnie. Niekorzystne jest na przykład przyuczanie przedsiębiorców, do unijnych dotacji. Wytwarza się bowiem przekonanie, że o jakości prowadzonego biznesu nie decydują inne umiejętności, jak sprawność pisania projektów, znajomość procedur biurokratycznych i dobre układy z ekipą władzy. Wszystko to zbyt mocno spycha nas w czasy realnego socjalizmu. Kiedy funduszy braknie, przyzwyczajeni do łatwego grosza przedsiębiorcy mogą sobie w normalnej rzeczywistości nie poradzić. A pamiętajmy, że budżet, nawet ten unijny, bierze się z podatków. Zatem powiększamy nadmiernie obciążenia podatkowe, by w sposób sztuczny reżyserować życiem gospodarczym. I kto tu mówi o oddzieleniu polityki od gospodarki?

Inna gama funduszy jest przeznaczana na tzw. projekty miękkie. Wiele szkoleń organizowanych nie wiadomo dla kogo, to olbrzymie marnotrawstwo pieniędzy. Nawet nikomu niepotrzebne szkolenia dla bezrobotnych straciły na atrakcyjności. Wykształciły się przy tym całe firmy, które zatrudniają łapaczy, którzy przyciągają nawet niechętnych na takie szkolenie, gdyż tylko wtedy można wyciągnąć pieniądze z Unii. Młodzi ludzie, którzy powinni się uczyć kreatywności, uczą się cwaniactwa, jak wyłudzić pieniądze na absurdalne konferencje i szkolenia.

Jest jeszcze sfera tzw. kultury. Dodać należy, że wśród urzędników unijnych szczególne uznanie zyskują pomysły „kulturowo – artystyczne” spod znaku tzw. nowej lewicy. Jeśli zatem ktoś chce zorganizować festiwal zawierający promowanie tzw. „kultury gejowskiej” może liczyć na pieniądze. Podobnie jest z promowaniem tzw. multikulturalizmu. To nie przypadek, że niemal wszystkie miasta starające się o miano „europejskiej stolicy kultury” określają się mianem wielokulturowych (nawet, gdy jest to tak bardzo nieprawdziwe, jak w przypadku miast polskich). Czy zatem wykorzystywanie tego typu funduszy służy życiu społecznemu w Polsce? Śmiem wątpić, można nawet stwierdzić, że często zakrawa to na destrukcję. Zatem wiele ekscentrycznych, obrazoburczych czy skandalizującyh imprez „artystycznych” nigdy by się nie odbyło, gdyby nie znaleziono tzw. pieniędzy unijnych, dodajmy – pieniędzy pochodzących w gruncie rzeczy z naszych podatków.

Oczywiście jest jeszcze kategoria tzw. inwestycji budowlanych. Te najbardziej spektakularne w postaci dróg krajowych i autostrad wydają się z definicji potrzebne. Polska ma tutaj olbrzymie braki i każda droga przynosi korzyści kierowcom. Przeinwestowanie w tej mierze nam nie grozi. Jest tylko pytanie, czy na pewno autostrady polskie powinny mieć charakter tranzytowy, czy nie należałoby połączyć siecią komunikacyjną główne miasta polskie, tak by kraj nasz stawał się od strony gospodarczej jednym organizmem? Pozostawiając tę sprawę na boku, musimy również zauważyć całą gamę inwestycji budowlanych, na które nas po prostu nie stać. Mam tutaj na myśli różnorakie wystawne stadiony, drogie baseny czy drogie ośrodki sztuki nowoczesnej, których nigdy nie zdecydowalibyśmy się budować, gdyby nie dostępny pieniądz unijny. Problem tylko w tym, że na takie budowy potrzebny jest wkład własny (pozyskiwany zwykle z kredytu). Po drugie – po wybudowaniu ośrodek taki trzeba utrzymać, co generuje potężne koszty. I tak popada nasz budżet centralny i samorządowy w coraz większe długi i pojawiają się raz za razem inwestycje, które w pewnej mierze przypominają absurd czasów gierkowskich.

Gdybyśmy zatem mieli w Polsce rzeczywiście narodową politykę państwową, należałoby przewartościować nasze oczekiwania w stosunku do Unii. Najwartościowsze są pieniądze na drogi i koleje. Z wielu innych moglibyśmy „w ramach oszczędności” zrezygnować, pod warunkiem obniżenia polskiej składki, a także umożliwienia przez Brukselę przejściowej ochrony polskiego przemysłu (nawet w formie przejściowego protekcjonizmu państwowego) w celu nadania mu impulsu rozwojowego. Takie podejście dawałoby nam o wiele większe negocjacyjne pole manewru a zarazem o wiele większe korzyści. Uwolnione z absurdalnych obciążeń życie gospodarcze w Polsce może weszłoby na bardziej zdrowe koleiny. Aby przejść z pozycji żebraka, na poziom podmiotu w Unii Europejskiej konieczna jest jednak zmiana ekipy władzy, tak mocno dziś mentalnie uwikłanej w swoistym klientelizmie międzynarodowym.

Mieczysław Ryba (ur. 14 stycznia 1969 w Bieczu) – polski historyk, nauczyciel akademicki, członek Kolegium IPN, profesor Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego. Ukończył w 1994 studia w Katolickim Uniwersytecie Lubelskim, w 1998 uzyskał stopień naukowy doktora. Habilitował się w 2008. Kieruje Katedrą Historii Systemów Politycznych XIX i XX w. KUL, pracuje też jako wykładowca w Wyższej Szkoły Kultury Społecznej i Medialnej w Toruniu. Jest publicystą m.in. Radia Maryja, “Naszego Dziennika” i “Myśli.pl”. Pochodzi z Lipinek. Od 3 lutego 2013 r. współpracuje z naszym portalem.

Tagi: , , ,

Kategoria: Felietony, Inne, W stronę realnego świata

Komentarze (5)

Trackback URL | Comments RSS Feed

  1. x: napisał(a):

    Podstawowym argumentem człowieka jest słowo. Wypowiedziane słowo może budować albo niszczyć, dlatego tak ważne jest jak tego słowa używamy.
    Naczelnym zadaniem dobrego chrześcijanina jest głoszenie dobrej nowiny.
    Użyłem tych sformułowań ośmielony tym, że autor felietonu jest doktorem nauk, wykładowcą KUL.
    Czy takiej dobrej nowiny oczekują wszyscy młodzi przed którymi całe życie i to w tej Unii która w wielu przypadkach daje im chleb? To, jak się w tej Unii znajdziemy zależy od wychowania, wyuczenia, ukształtowania człowieka na przedsiębiorczego, otwartego na nowe i innych. To wszystko po części powinno dziać się w szkole na wszystkich jej szczeblach nauczania, w tej szkole której Prof. Ryba jest przedstawicielem.
    Nadzieją jest człowiek, który myślę, że i tym razem sobie poradzi.

    • Piotr Popielarz napisał(a):

      Trzeba będzie zmienić nick z „X” na jakiś inny, bo wyrzuca mi komentarze tak podpisane do spamu.

  2. Rgl,p napisał(a):

    Panie Mieczysławie twoje -na powaznie powiedz jak twoja rodzina wykozystała potencjał do tworzenia miejsc pracy i dlaczego zazdroscisz przesiębiorcą przecierz to pana Ojciec miał Kuznię i jaki dał podatek do państwa , ile stworzył miejsc przcy ,to Pan prubuje udowodnic że lepiej jest wybudować kolejny kościół ,bazylike niż zakład pracy? opamietaj się Pan w swoich felietonach i wypowiedziach

  3. jedrek napisał(a):

    O ile mogę się zgodzić, że wszelkie dotacje są złe to pomysł gospodarki chronionej, odizolowanej już przerabialiśmy za Gomółki i co? Ojciec Dyrektor wykupił stocznię albo udawał, że zamierza i dlaczego nie produkuje tam statków? Kijem Wisły nie zawrócisz mawiali starzy ludzie. Kiedyś Chiny przez wieki żyły w izolacji i mimo, że proch wymyślili zostały podbite, upokorzone.
    A podobno historii się uczył ;)

  4. CIEKAWY napisał(a):

    Co Pan Profesor Ryba sądzi w kwestii pieniędzy unijnych przekazywanych na rozwój badań naukowych, na liczne granty i stypendia dla studentów, doktorantów, czy naukowców już po doktoracie. Czy to też jest takie złe??

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Pin It on Pinterest