Ks. Jan Patrzyk: Okupacyjne wspomnienia

| 13 czerwca 2013 | 0 Komentarzy | Odsłon: 1 175

W miasteczku Medenice (pow. Drohobycz, b. woj. Lwów) w okresie międzywojennym pracował jako lekarz dr Mayer Eisenberg. Był znakomitym lekarzem, człowiekiem wysokiej kultury, niezwykłej szlachetności i dobroci.

Ks. Jan Patrzyk

Ks. Jan Patrzyk

O chorych tak się troskał, że potrafił rozpoczęty obiad przerwać, biec z pomocą. Biedoty w miasteczku było dość, nie miała ona ni Ubezpieczalni, ni pieniędzy na leczenie. Na moją interwencję, jako proboszcza, leczył ich darmo, a nierzadko i lekarstwa dla nich kupował.

W czasie wojny, jak wielu, tak i ja byłem zmuszony ratować życie ucieczką i zatrzymałem się u swych rodziców w Lipinkach (pow. Gorlice, woj. Rzeszów). Doktora Eisenberga okupant przeniósł do Drohobycza. gdy w tamtych stronach hitlerowcy rozpoczęli eksterminację Żydów, dr Eisenberg zwrócił się do mnie przez zaufanego posłańca, robotnika naftowego, którego nazwiska dziś już nie pamiętam, z prośbą, by jego jedynaczka, Judyta, kilkunastoletnia licealistka, mogła się u nas schronić.

Nie będę grał zucha i nie powiem, żebym się nie bał, bo w naszym kącie dobrze już było wiadomo wtedy, czym to pachnie, ale poleciłem sprawę Matce Bożej przed Jej figurą, czczoną w kościele lipińskim jako cudowną i wysłałem mego brata Władysława do Drohobycza po Judytę.

Już w drodze okazała się opieka Matki Bożej Lipińskiej, bo w Zagórzu na stacji esmani zaczepiali dziewczynę, że jest Żydówką. Ona jednak z zadziwiającą przytomnością umysłu i niebywałym sprytem tak wykpiła napastników, że puścili ją wolno i brat dowiózł ją szczęśliwie do Lipinek, gdy w jakiś czas później inną Żydówkę (żona dra Malskiego) usiłującą się schronić u mego brata Tadeusza w Gorlicach, schwytano na stacji w Zagórzanach i zastrzelono.

Przygotowaliśmy dla p. Eisenberg melinę w stogu słomy, ale z tego schowka nigdy nie potrzebowała korzystać, bo natychmiast po jej przybyciu pojechałem do Racławic (k. Stalowej Woli) do tamtejszego proboszcza p. ks. Franciszka Zmarzłego, gdyż widziałem, że są tam pewne możliwości bezpiecznego sfingowania dla niej chrześcijańskiej metryki. Ks. Zmarzły bez chwili wahania wykoncypował dla niej metrykę na nazwisko Anny Maziarz, co umożliwiło zdobycie dla niej Kennkarty. Wśród ludzi rozpuściliśmy wersję, że to daleka krewna, którą wojna rozdzieliła od rodziców, w co zaraz uwierzono, bo rodzina liczna i rozsiana po Polsce.

Panna Judyta Eisenberg nie potrzebowała się więc wcale ukrywać, ale groziło jej, jak innym młodym dziewczętom, wywiezienie do Reichu na roboty, a ja do tego dopuścić nie chciałem, gdyż tu była względnie bezpieczna, a tam nie wiadomo, co się jej mogło przygodzić. Udałem się więc do miejscowego dziedzica, p. Wacława Byszewskiego, a przedstawiwszy jasno i szczerze, o kogo chodzi, prosiłem o zatrudnienie jej w jego dworze, aby mogła uzyskać Arbeitskartę, chroniącą ją przed łapankami, które okupant co trochę urządzał. Zacni pp. Byszewscy oboje zaraz postanowili ją wziąć do dworu w charakterze pokojówki.

Przebywała więc we dworze, zabezpieczona stosowną Arbeitskartą, ale mimo tak wszechstronnej asekuracji niebezpieczeństwo zawsze istniało. Matka Boska Lipińska, której ją ciągle polecaliśmy i ona sama się jej polecała, czuwała jednak nad nią. Raz np. w sklepie, dokąd ją po coś wyprawiono, zaczepiła ją Kriminalpolizei, że ma wygląd Żydówki, ona jednak w sześciu słowach potrafiła dać im taką odpowiedź, ze zostawili ją w spokoju, nawet nie legitymując.

Dr Eisenberg często komunikował się ze mną przez robotników naftowych. Tą drogą powiadomił mnie o zamordowaniu swej żony. Sam miał nadzieję przetrzymać, gdyż Niemcy wyraźnie go oszczędzali jako znakomitego lekarza. Gdy później zaczął wyrażać obawy o swe życie, poleciłem mu natychmiast przyjechać, a sam zacząłem układać plan jego ukrycia. Odpowiedział, że raczej skorzysta z meliny przygotowanej w podziemiach rafinerii „Małopolska” przez inż. Schnappa (…)

Jak inż. Schnapp później opowiadał, doktor czegoś ciągle odkładał zejście do schowku, aż się doczekał tragicznej śmierci, o czym mnie zaraz robotnicy powiadomili. Śmierć rodziców zataiłem przed ich córką z obawy, by pod wpływem rozpaczy nie popełniła jakiegoś błędu. Doczekała roku 1945. (…)

ks. Jan Patrzyk

Tagi: , , , , , ,

Kategoria: Historia, Wspomnienia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Pin It on Pinterest