Wspomnienia ks. Ignacego Piwowarskiego

| 20 września 2013 | 1 Komentarz | Odsłon: 2 360

Będąc wikarym w Lipinkach w diecezji tarnowskiej, graniczyłem z diecezją przemyską, bo sąsiednie parafie: Harklowa, Osobnica i Cieklin należały już do diecezji przemyskiej (dzisiaj należą do diecezji rzeszowskiej, która wtedy jeszcze nie istniała). Były to lata 70-te XX wieku.

Ks. Ignacy Piwowarski wiosną 2013 r.

Ks. Ignacy Piwowarski wiosną 2013 r.

1. Otworzyć cerkiew w Rozdzielu

W Lipinkach byłem wikariuszem dwukrotnie: w latach 1971-1975 oraz 1978-1981. Gdy szedłem tam pierwszy raz, to Ks. Bp Piotr Bednarczyk – sufragan tarnowski, który mnie tam posyłał, zastępując nieobecnego wtedy ordynariusza Bp. Jerzego Ablewicza, powiedział mi, że mam tam w sąsiedniej wiosce – w Rozdzielu, przynależnej do parafii Lipinki, otworzyć zaplombowany przez komunistyczne władze kościół filialny, tj. byłą cerkiew greckokatolicką (unicką) oraz zaopiekować się też drugą cerkiewką w następnej wsi – w Bednarce.

Na moje pytanie, jak mam odplombować ten kościół, biskup nie odpowiedział: Po to też cię tam posyłam, żebyś rozpoznał sprawę i znalazł sposób rozwiązania tego problemu. Będziesz takim nieformalnym rektorem tych kościółków. Tamtejszy twój poprzednik przeraził się tej sytuacji i po kilku miesiącach pobytu w Lipinkach uciekł stamtąd w nocy potajemnie, bez zawiadomienia władz kościelnych, a nawet miejscowego proboszcza lipińskiego.

Po tej decyzji swego poprzednika (ks. Mieczysława Rumana) przybyłem do Lipinek na początku marca 1971 roku i zamieszkałem na „wikarówce” w Lipinkach. Po wstępnym rozpoznaniu sytuacji w Rozdzielu zacząłem tam odprawiać msze święte w niedziele i święta na polu, na stole przystawionym do ściany zaplombowanej cerkiewki i tak to trwało 10 miesięcy. Dopiero w grudniu 1971 roku przed Świętami Bożego Narodzenia udało mi się, trochę podstępnie, trochę szantażem, wygrać tę wojnę z władzą i po zdjęciu przez nią plomb wejść do wnętrza świątyni.

Zaplombowanie cerkiewki w Rozdzielu było wynikiem „wojen” unickich grekokatolików, których własnością była wcześniej ta cerkiewka, z prawosławnymi popieranymi przez władze komunistyczne, które zdelegalizowanemu i prześladowanemu Kościołowi greckokatolickiemu chciały ten kościółek odebrać i przekazać prawosławnym, którzy na tym terenie szli wtedy ręka w rękę z komunistycznymi władzami, a przewodził im tam prawosławny proboszcz z Pielgrzymi – ks. Jan Lewiarz, apostołujący na rzecz prawosławia na rozległym terenie, również i w Rozdzielu, gdzie wcześniej nigdy prawosławia nie było. Sam ks. Lewiarz był wybitnym współpracownikiem i informatorem „bezpieki” i z wieloma oficerami Służby Bezpieczeństwa z Rzeszowa, Gorlic, Krosna i innych miejscowości był „na ty” (wiem to z autopsji).

2. Tragiczny pożar kościoła w Lipinkach

W „ruskie święta” Bożego Narodzenia (13 dni po naszych) 8 stycznia 1972 r. w kościele parafialnym w Lipinkach wybuchł pożar i kościół się wewnątrz wypalił (zostały tylko kamienne opalone mury, bez dachu i stropu). Dziś ten kościół jest wspaniale odbudowany dzięki pracom i staraniom tamtejszego rodaka ks. dra Jana Edlinga – profesora Wyższego Seminarium Duchownego w Rzeszowie. Dzień pożaru to sobota. Ja w tym czasie odprawiałem mszę świąteczną dla greckokatolickich unitów w odplombowanej już cerkiewce w Rozdzielu.

Po zakończeniu w przyspieszonym tempie mszy świętej w Rozdzielu (powiadomiony przez ministranta o pożarze w Lipinkach) pobiegłem szybko do Lipinek (ok. 4 km), po drodze zabrał mnie pędząca tam furmanka. W połowie drogi zobaczyłem, że płonie już cały dach kościelny. Na miejscu dowiedziałem się, że Najświętszy Sakrament został wyniesiony  z kościoła, natomiast łaskami słynącej figury Matki Bożej Lipińskiej, która miała być wnet ukoronowana papieskimi koronami, nie udało się wynieść z kościoła.

Wtedy po dość brutalnym z mej strony „sforsowaniu” milicjanta stojącego przy drzwiach zakrystii i broniącego wejścia do kościoła „ze względu na bezpieczeństwo” – jak mi powiedział, wdarłem się przez zakrystię do prebiterium płonącego, ciemnego od dymu kościoła i odszukawszy na posadzce, bo nastawa ołtarza była już spalona, resztek cudownej figury Matki Bożej Lipińskiej, wyniosłem je na pole zwęglone, żarzące się jeszcze i rozbite na kawałki.

Później okazało się, że był to „opatrznościowy” krok z mej strony, który uratował późniejszą koronację figury, bo do nowej, odtworzonej figury Matki Bozej Lipińskiej, dołączono z tyłu część starej, wyniesionej z ognia figury MB. Ten mój czyn, jak również późniejsze me prace przy odbudowie kościoła, budowie nowej plebanii i przygotowaniach koronacji, zjednały mi bardzo wiele sympatii i wdzięczności, które mi towarzyszą do dnia dzisiejszego, a ze strony Matki Bożej przez całe me dalsze życie odczuwałem jej szczególną opiekę i wprost opatrznościowe prowadzenie mnie w pracy kapłańskiej i życiu.

ciąg dalszy nastąpi…

Tagi: , , , , , ,

Kategoria: Historia, Wspomnienia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Pin It on Pinterest