Walka o krzyże w szkołach w 1980 r. Strajk szkolny w Lipinkach (uzupełnienie)

| 11 września 2013 | 1 Komentarz | Odsłon: 12 507

Dzięki uprzejmości księdza Ignacego Piwowarskiego, byłego wikariusza parafii Lipinki, będziemy mieli przyjemność zaprezentować w najbliższych dniach jego wspomnienia pt. „Walka o krzyże w szkołach w 1980 roku. Strajk szkolny w Lipinkach”. Obszerne opracowanie ukazywać się będzie w NIS Lipinek sukcesywnie. Zapraszamy do lektury.

Walka o krzyże

Akcja wieszania krzyży

17 sierpnia 1980 r. (w niedzielę) odbyła się w Lipinkach uroczysta koronacja tamtejszej łaskami słynącej figury M.B. Lipińskiej, która zgromadziła ok. 120-tysięczną rzeszę pielgrzymów. Uroczystość koronacji poprzedzona była długimi przygotowaniami, a bezpośrednio przed koronacją 9-dniową nowenną. Zaś po koronacji odbywała się jeszcze ośmiodniowa uroczysta oktawa z codziennymi maryjnymi nabożeństwami.

Te wydarzenia w Lipinkach zbiegły się z ważnymi wydarzeniami w Polsce – z falą strajków i protestów robotniczych w całym kraju i na Wybrzeżu, które w końcu sierpnia doprowadziły do podpisania tzw. „porozumień sierpniowych” z przedstawicielami rządu PRL i powstania Niezależnych Samorządnych Związków Zawodowych „Solidarność”.

Do kopalń, stoczni i innych państwowych zakładów pracy zaczęły powracać krzyże zawieszane przez załogi pracownicze. Ponieważ od początku byłem związany z niektórymi komitetami strajkowymi i rodzącą się „Solidarnością”, wpadła mi do głowy myśl, aby krzyże zawiesić również w szkołach i do propagowania tej akcji wykorzystać przybywające ciągle do Lipinek pielgrzymki z różnych stron diecezji tarnowskiej oraz sąsiedniej diecezji przemyskiej (Lipinki należały wtedy wraz z całą ziemią gorlicką do diecezji tarnowskiej). Pamiętałem przecież jako uczeń, że krzyże były w szkołach, a dopiero później komuniści je usunęli, a potem również religię ze szkół.

Zakupiłem więc parę krzyży do wszystkich klas szkolnych, poświęciłem je i wręczyłem grupce uczniów klasy ósmej Zbiorczej Szkoły Gminnej w Lipinkach po odpowiednim ich „przeszkoleniu”, aby je zawiesiła w salach szkolnych (oczywiście po cichu i dyskretnie). Moją „prawą ręką” i stałym „kontaktem” był uczeń Wiesław Mosoń spod Sochacza.

W planowaną akcję wieszania krzyży w szkołach wtajemniczyłem też niektórych nauczycieli miejscowych, których znałem bliżej jako uczciwych i wierzących ludzi, godnych zaufania, głównie p. Halinę Knapik (z d. Niemiec) oraz p. Barbarę Brach, aby w odpowiednim czasie, gdy zajdzie taka potrzeba „urabiały” odpowiednio opinię w szkole wśród nauczycieli i wpływały na złagodzenie ewentualnych represji, które mogły spotkać uczniów za akcję wieszania krzyży.

Krzyże dla szkoły pod przewodnictwem ucznia Wieśka Mosonia uczniowie zabrali  w niedzielę 14 września 1980 roku i wieczorem tego dnia lub na drugi dzień rano przed lekcjami mieli je dyskretnie pozawieszać w klasach i tak też uczynili.

Milczący protest uczniów

We wtorek 16 września, gdy przybyli do szkoły na lekcje, zobaczyli, że krzyże zniknęły ze ścian. Zaczęli się o nie upominać i zostały im one zwrócone do rąk, bez zgody na ich zawieszenie, z wymówkami, że to samowola niezgodna z przepisami państwowymi, a oni nawet nie raczyli poprosić o pozwolenie zawieszenia ich w klasach. Wracając po lekcjach, zabrali te krzyże z sobą do domów z postanowieniem, że na drugi dzień na czas lekcji znów je powieszą.

Odwiedzili mnie po lekcjach i zrelacjonowali te wydarzenia. Ustaliliśmy, że zwrócą się formalnie z pisemną prośbą do władz szkolnych o pozwolenie zawieszenia krzyży, a jeśli dyrekcja się na to nie zgodzi, to zaczną strajkować.. jak prawdziwy strajk szkolny powinien wyglądać, ani oni, ani ja nie wiedzieliśmy, bo to był precedens. W razie braku zgody na krzyże, postanowili je zawieszać na czas zajęć szkolnych bez zgody władz, a na noc zabierać je do domu, aby nie zginęły. Postanowili też bojkotować polecenia władz szkolnych i nie odpowiadać w czasie odpytywania ich na lekcjach.

Zredagowaliśmy wtedy od nich pismo do Dyrekcji Zbiorczej Szkoły Gminnej w Lipinkach jako „prośbę w sprawie dekoracji sal szkolnych” datowaną 17.09.1980 r., które mieli przepisać na maszynie, podpisać i zanieść do dyrekcji szkoły. I tak się stało. Było to pismo od ósmej klasy.

Kiedy dyrektor szkoły po ich wysłuchaniu i wręczeniu mu owego pisma „zbeształ” ich i oświadczył, że odniesie się z tym do wyższych władz, bo on nie jest kompetentny załatwić tego, wówczas mu oświadczyli, że w takim razie rozpoczynają strajk szkolny do czasu, aż dostaną zgodę na krzyże w szkole. I tak zaczęli strajkować.

Nie odpowiadali na pytania w czasie odpytywania na lekcjach – coś w rodzaju „milczącego protestu”. Nauczyciele w odpowiedzi (nie wszyscy) dawali im za to oceny niedostateczne (albo tylko udawali, że tak robią) oraz zapowiedzieli zepsucie ocen ze sprawowania, a na urządzonym apelu szkolnym udzielono im nagany z groźbą dalszych konsekwencji oraz wpisania ich do „czarnej księgi”. Atakowano głównie prowodyrów, czyli tzw. „komitet strajkowy” (chyba siedmioro czy ośmioro uczniów). Niektórzy uczniowie straszeni i zaliczani niemal do rzędu „przestępców” zaczęli się bać i skłaniać się do wycofania się z tego strajku. Zrobiła się trochę nieprzyjemna atmosfera i groźba rozbicia jedności i zgody szkolnej na dwa wrogie sobie obozy. Dotyczyło to nie tylko uczniów, ale również nauczycieli i samych rodziców, a tego nie chcieliśmy.

Negocjacje z władzami

Wtedy z ambony w kościele zaapelowałem do rodziców, aby nie zostawiali dzieci samym sobie, zastraszonych, lecz stanęli w ich obronie i utwierdzili ich w przekonaniu, że to oni mają rację, a ich żądania nie tylko nie są żadną zbrodnią godną nagany, ale czynem uczciwym i słusznym i aby zażądali od dyrekcji szkoły zwołania zebrania rodzicielskiego, na którym powinni zażądać zgody na powrót krzyży do szkół na podobieństwo zakładów pracy.

Poprosiłem do siebie (do mieszkania na plebanię) szkolny komitet rodzicielski i podsunąłem myśl, aby powołali specjalną sekcję „nadzwyczajną” czy „interwencyjną” komitetu rodzicielskiego i upoważnili ją do pertraktacji z dyrekcją szkoły na temat krzyży. Do tej sekcji żeby powołali takie matki, które same są gotowe i ochotne wziąć to na siebie, bo dyrektor szkoły chociaż z początku obiecywał zwołać zebranie ogólne rodziców w tej sprawie, to potem wycofał się z tego być może pod naciskiem władz wyższych, które chyba powiadomione przez szkołę o strajku, zjechały na miejsce do Lipinek.

Z Krosna zjechali przedstawiciele władz wojewódzkich (Lipinki wówczas od 1975 r. tj. od reformy administracyjnej kraju należały do nowo utworzonego woj. krośnieńskiego). Wśród przedstawicieli władz byli reprezentanci: Kuratorium Oświaty, Urzędu do Spraw Wyznań, K.W. PZPR-u i SB (Służby Bezpieczeństwa).

Na plebanię zjechał przysłany przez władze gminy samochód po proboszcza, którego poproszono do rozmów. Zakomunikowano proboszczowi (był nim ks. prałat Kazimierz Martyński), iż wiedzą o tym, że całą akcją kieruje katecheta – ks. Ignacy Piwowarski, a to może skończyć się sprawą sądową, bo to jest „manipulowanie nieletnimi dziećmi”, a wszelkie działanie z młodzieżą i nad młodzieżą zgodnie z obowiązującymi przepisami podlega kompetencji i nadzorowi władz oświatowych, nawet katechizacja dzieci i młodzieży.

Portrety Marksa i Lenina w kościele?

Usiłowano wpłynąć na proboszcza, aby zakazał swemu wikariuszowi kierowania tą akcją. Proboszcz oświadczył, że księża nie są od zdejmowania krzyży, a jeśli faktycznie ks. Piwowarski steruje akcją wieszania krzyży, to robi to z własnej woli, bez nakazu i pytania się o to proboszcza i dlatego on jako proboszcz nie będzie w to służbowo ingerował i niczego nakazywał czy zakazywał wikariuszowi nie będzie. Nie doszło więc w czasie tych rozmów do żadnych kompromisów, natomiast w następnych dniach strajk dalej trwał,  a czynniki partyjne jeszcze wzmogły antykrzyżową propagandę i pogróżki pod adresem księdza wikariusza i strajkujących dzieci. Dyrektor R. (chyba tak się pisze jego nazwisko, a imienia nie pamiętam) „szkolił” swoiście dzieci: „powiedzcie księdzu „niech sobie w kościele powiesi portrety Marksa i Lenina skoro wam w szkole każe wieszać krzyże”.

Ja z kolei odpowiedziałem na to, gdy to do mnie dotarło, że „my nie wieszamy krzyża w siedzibach partii ani tego nie żądamy, lecz w szkołach, które są instytucjami ogólnospołecznymi i publicznymi, a nie partyjnymi i my mamy prawo do tego, bo szkoły funkcjonowały już dużo wcześniej nim powstała PZPR, a często powstawały z inspiracji i pod patronatem Kościoła, a wreszcie całe szkolnictwo polskie, a nawet europejskie, wywodzi się od Kościoła – od pierwotnych parafialnych i klasztornych szkół, w których były krzyże od ich początków, w Lipinkach również, a partia je później usunęła, podobnie jak religię ze szkół, nie pytając o zgodę ani ich twórców, ani uczniów, ani nauczycieli, ani rodziców, ani mieszkańców, czyli wbrew wszelkim podstawowym zasadom demokracji.

Propaganda antykrzyżowa ze strony miejscowych czynników partyjnych trwała nadal i próby straszenia dzieci i księży sankcjami karnymi, a strajk szkolny trwał nadal ok. dwóch tygodni lub nawet przeszło dwa tygodnie. Po około dwóch tygodniach dyrekcja szkoły wezwała uczniów do przerwania strajku, obiecując, że krzyże nie będą zdejmowane ze ścian szkolnych, ale ostateczną decyzję w tej sprawie podejmie Kuratorium Oświaty.

Sukces strajku szkolnego i rozszerzenie akcji

Uczniowie strajk zakończyli i krzyże faktycznie pozostały. Ponieważ nie było żadnych pisemnych gwarancji ani pewności, czy to nie jest tylko chwilowy manewr władz chcieliśmy tę akcję wieszania krzyży w szkołach rozszerzyć na inne miejscowości i szkoły i podpowiadaliśmy to m.in. pielgrzymkom przybywającym do Lipinek. Krzyże pojawiły się w wyniku naszych próśb w Gorlicach-Gliniku w szkole zawodowej i w Rożnowicach oraz były usiłowania zrobienia tego w sąsiedniej Libuszy.

Zwróciłem się wtedy do księży z sąsiedniej przemyskiej diecezji z dekanatu żmigrodzkiego i jasielskiego, i natychmiast uzyskaliśmy poparcie. Krzyże natychmiast zaczęły się pojawiać w diecezji przemyskiej, a  w połowie października pojawił się w „Argumentach” (piśmie stowarzyszenia ateistów i wolnomyślicieli) artykuł atakujący tę akcję i z niego dowiedzieliśmy się, że strajki o krzyże w szkołach dotarły aż do Leska. O Lipinkach w nim nic nie było, a była wspomniana Libusza czy Rożnowice. Uważaliśmy, że ten artykuł to może być wstęp i przygotowanie do ataku na nas, bo tak nieraz bywało w PRL-u.

Gdy upłynął miesiąc od złożenia pisma o zezwolenie na zawieszenie krzyży w szkole złożonego dyrekcji szkoły w Lipinkach przez młodzież, a pisemnej odpowiedzi na nie nie było ani też nie została zgoda na krzyże zakomunikowana na ogólnym zebraniu rodziców, bo zebrania ciągle nie zwoływano, wówczas to nadzwyczajna sekcja interwencyjna Komitetu Rodzicielskiego powołana do istnienia przez tenże komitet wystąpiła  w tej sprawie do Kuratorium Oświaty w Krośnie.

W skład tej nadzwyczajnej sekcji komitetu w Lipinkach weszły: Zdzisława Gawlak, Halina Bubniak, Maria Bochenek, Zofia Dybaś, Maria Kozioł i Alicja Pałac.

Zredagowaliśmy pismo do Kuratorium Oświaty i Wychowania w Krośnie datowane na 18 października 1980 roku domagające się zezwolenia na krzyże w szkole oraz zawierające i inne postulaty rodziców (w sumie było ich osiem) wraz z uzasadnieniem postulatów rodzicielskich. Pismo to podpisała sekcja nadzwyczajna Komitetu Rodzicielskiego, a także inni rodzice, mieszkańcy Lipinek (na 19 arkuszach dołączonych do pisma). Aby zabezpieczyć się przed ewentualnym atakiem władz, postanowiliśmy sprawę nagłośnić i kopie tego pisma przesłaliśmy do wiadomości również Biskupowi Tarnowskiemu Jerzemu Ablewiczowi oraz Kancelarii Prymasa Polski – Kard. Stefana Wyszyńskiego, żeby i władze kościelne wiedziały o podejmowanych przez nas krokach.

Delegacja sekcji nadzwyczajnej Komitetu Rodzicielskiego pod przewodnictwem p. Marii Bochenek wraz z listem przewodnim osobiście złożyła je w kuratorium oświaty w Krośnie. Delegację przyjął wicekurator (nie znam nazwiska) i po zapoznaniu się z całą sprawą uśmiechnął się pod nosem i powiedział, że gdyby takich pism było więcej, to może przyniosłyby skutek. On tego nie załatwi – oświadczył – ale sprawę przekaże Ministerstwu Oświaty a ministerstwo prawdopodobnie odniesie się do KC PZPR albo i do Biura Politycznego. Odczytaliśmy to jako cichą podpowiedź, co robić dalej i później to nasze pismo powielane przekazywaliśmy w teren jako „wzorcowe”.

Kardynał Stefan Wyszyński gratuluje Lipinkom

Za jakiś czas krzyże były już prawie we wszystkich szkołach w całej Polsce. W szkole w Lipinkach oświadczono oficjalnie, że krzyże mogą wisieć, a młodzież strajkująca we wrześniu, która została ukarana ocenami niedostatecznymi dowiedziała się z radością, ze te oceny niedostateczne, które otrzymała w czasie strajku, zostają anulowane.

O strajku szkolnym o krzyże zawiadomiłem też „Solidarność” nowosądecką, a konkretnie p. Jerzego Wyskiela, przywódcę pierwszego strajku na Sądecczyźnie – w WPK, prosząc o ewentualną pomoc, gdyby nas zaatakowano. Obiecał nas wspomóc nawet strajkiem robotniczym w całym regionie, gdyby trzeba było, a osobiście interweniował nawet w Gliniku podczas strajku w tamtejszej szkole zawodowej.

Z kolei Wielki Prymas Tysiąclecia – Stefan kardynał Wyszyński przysłał dla dzieci lipińskich i ich rodziców swoje błogosławieństwo na ręce p. Marii Bochenek w odpowiedzi na nasze pismo przesłane mu jako kopia pisma do Kuratorium Oświaty w Krośnie z listem przewodnim podpisanym przez p. Marię Bochenkową. Pismo Prymasa datowane było 1 grudnia 1980 roku. Wtedy „Solidarność” stawała się coraz potężniejsza, a krzyże wchodziły do wszystkich szkół w Polsce.

Wotum wdzięczności dla Matki Bożej Lipińskiej

Na rocznicę koronacji M.B. Lipińskiej, tj. na 17 sierpnia 1980 roku, robotnicza „Solidarność” lipińska i gorlicka dla „młodej uczniowskiej Solidarności lipińskiej” przygotowała wotum wdzięczności za udany strajk szkolny, które to wotum uczniowie mieli złożyć (i złożyli) M.B. Lipińskiej. Wotum to miało kształt Polski, na nim krzyż papieski Jana Pawła II, znaczek „Solidarności” oraz wygrawerowany napis: „Tylko pod tym krzyżem, tylko pod tym znakiem, Polska jest Polską, a Polak Polakiem”. – słowa Wieszcza, które były hasłem strajkującej młodzieży szkolnej, a także i glinickiej fabryki (FMWiG „Glinik” w Gorlicach). Na odwrocie zaś był napis w sensie (dosłownie już nie pamiętam), ale chyba: „Wotum wdzięczności M.B. Lipińskiej za udany strajk szkolny, w wyniku którego wróciły krzyże do szkół. Uczniowie szkoły w Lipinkach”.

Wykonaniem tego wotum zajmowali się parafianie z Bednarskiego (należącego wówczas jeszcze do parafii Lipinki): Tadeusz Więcek i Eugeniusz Wilczek, a wspomagali ich w tym Stanisław Dybaś i Józef Opałka (też z Bednarskiego). To wotum ja, jako katecheta i duchowy przywódca strajku szkolnego, zgodnie z sugestią proboszcza, miałem poświęcić na zakończenie tygodniowego odpustu 17 sierpnia 1981 roku.

Szkoła lipińska pod przewodnictwem nauczycielek, głównie p. Barbary Brach i p. Haliny Knapik, przygotował piękne misterium patriotyczno-religijne, które odbyło się po wieczornej Mszy świętej, po której poświęciłem i zawiesiłem u Matki Bożej Lipińskiej to wotum.

Na te uroczystość zaprosiliśmy też gorlicką Solidarność, a ja ją zaprosiłem także na spotkanie na plebanię po nabożeństwie. Gdy przyszli do mnie „po kościele”, zobaczyli w mym mieszkaniu moje rzeczy spakowane i dowiedzieli się wtedy, że do południa tego dnia podpisałem protokół przejęcia parafii Berest, gdyż zostałem tam proboszczem. W rowną rocznicę koronacji.

Powiedziałem: „Nie wiem, czym się naraziłem Matce Bożej, że w rocznicę koronacji mnie stąd wygania”. A członek Solidarności gorlickiej, już ś.p. mgr Józef Gryba, pocieszył mnie: „Księże, ratowałeś przed laty figurę Matki Boże z pożaru kościoła, to teraz Matka Boża ratuje Ciebie, bo przecież dojdzie do pożaru, tj. do konfrontacji z władzą. Oni wprowadzą stan wyjątkowy i może być gorąco, i pewnie głowy polecą. Nam pierwszym by głowy urwali. Matka Boże chce księdza ukryć za górami i za lasami”.

***

Za cztery miesiące, gdy nastał „stan wojenny”, a mnie rano o 6-tej 13 grudnia 1981 r. odwiedził komisarz wojskowy w asyście grupy „zbrojnych” i opowiedział o nocnych internowaniach oraz oznajmił mi, że „jest was dwóch księży z naszego terenu do internowania – ksiądz i jeszcze jeden, ale na razie księży nie internujemy, tym bardziej, że ksiądz zmienił miejsce zamieszkania i województwo” – zrozumiałem wtedy, że to nie przypadek, ale przedziwne drogi Bożej Opatrzności. Pan Gryba miał rację. Berest i jego plebania stał się miejscem azylu i miejscem dziesiątek, a może i setek przeróżnych spotkań ludzi walczących ze zniewoleniem przez całą dekadę lat osiemdziesiątych, aż do zwycięstwa 1989 roku.

Ks. Ignacy Piwowarski

W 2010 roku, gdy znów są zakusy na walkę z krzyżami, przypomnienie wydarzeń sprzed blisko 30 lat.

Tagi: , , ,

Kategoria: Historia, Wspomnienia

Komentarze (1)

Trackback URL | Comments RSS Feed

  1. Mariusz napisał(a):

    Fajnie się to czyta. Trochę jak wspomnienia kibica z przemycania petard na stadion. Albo przynajmniej jakiegoś studenta, który się chwali, jak wniósł ściągi na egzamin. Brawo.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.

Pin It on Pinterest