20. rocznica śmierci Jerzego Wójcika – nauczyciela Szkoły Podstawowej w Lipinkach
Rankiem 21 września 2005 roku dotarła do nas smutna wiadomość o śmierci Jerzego Wójcika – wieloletniego nauczyciela Szkoły Podstawowej w Lipinkach, a także w Pagorzynie. Miał 66 lat.
Jerzy Wójcik, który odszedł na emeryturę w końcu lat 80-tych, zapamiętany został przez swych uczniów jako wyjątkowo charyzmatyczny, wymagający, ale także sprawiedliwy i głęboko zapadający w pamięć pedagog. Uczył przede wszystkim wychowania fizycznego, geografii i zajęć praktyczno-technicznych. Pod jego czujnym okiem kształtowały się liczne pokolenia młodych ludzi, w których starał się zaszczepiać pasję do sportu, pragnienie poznawania świata i szacunek do pracy ludzkich rąk. Niejednokrotnie z wymiernymi sukcesami.
Po dwóch dekadach od śmierci Jerzego Wójcika warto wspomnieć tę ważną dla wielu z nas sylwetkę cichego i często niepokornego nauczyciela, który uczył przede wszystkim samodzielnego myślenia. Takim zapamiętali go jego wychowankowie, w gronie których ma zaszczyt znajdować się również autor tego krótkiego wspomnienia. Nikt później nie poświęcił mi tyle czasu, żeby nauczyć jeździć na łyżwach na lipińskim stawie lub pobliskiej „rzece” czy prawidłowo kozłować piłkę podczas meczu szczypiorniaka na boisku w parku, co niekoniecznie się udało.

Jerzy Wójcik z uczniami po lub przed meczem ulubionej przez niego piłki ręcznej (ok. 1979 roku) – fot. Archiwum Rodziny Grądalskich
Jeśli jednak mam wskazać w swym życiu pedagoga, który nauczył mnie pokory i szacunku do mapy, otwartości na świat i radości z obserwacji otaczającego nas środowiska (wybacz, że niekiedy w swym bezbrzeżnym lenistwie obserwacje pogodowe zapisywałem po czasie i nie do końca zgodnie z prawdą), to będzie to bez wątpienia Jerzy Wójcik. To on również zaszczepił w wielu z nas miłość do Lipinek i lokalny patriotyzm, choć pewnie zżymałby się na używanie tak wielkich słów, bo nie cierpiał każdej fanfaronady. Dlatego zrobię jeszcze kiedyś tę szufelkę do mąki lub kaszy z wygładzonego starannie drążka i wyciętej odpowiednio plastikowej butelki, której nie przyniosłem na tamtą lekcję sprzed czterdziestu lat.
Wspominam Jerzego Wójcika najczęściej, gdy jestem na Pańskiej Górze, z której szusowaliśmy na powykręcanych od starości szkolnych nartach biegowych, na której sadziliśmy wzdłuż drogi rachityczne brzózki na osłonę przed wiatem i na którą wreszcie szliśmy w ten brzydki jesienny dzień przekonać się, że do linii horyzontu nie można dojść, ale zawsze warto próbować. Za te i wszystkie inne nauki jestem po prostu i zwyczajnie wdzięczny. Najważniejsza jest pamięć, przynajmniej do momentu aż wszyscy zapomnimy… Bo jak mawiają na Podhalu górale: Hej, byli chłopcy byli, ale się minęli, i my się miniemy, po malućkiej chwili…
A może Ty masz jakieś wspomnienia związane z nauczycielem Jerzym Wójcikiem i chciałbyś się nimi podzielić z nami? Zapraszamy do komentowania!
Jeśli podoba Ci się to, co robię i chcesz wesprzeć Niezależny Internetowy Serwis Lipinek, proszę o postawienie mi choćby małej kawy. Wystarczy kliknąć w poniższy przycisk i postępować zgodnie z instrukcją. Potrwa to chwilę, a mi pozwoli uwierzyć, że długie godziny pracy nad NIS spędzane codziennie dla Was, mają jakiś sens :)









Najnowsze komentarze